Słowiańskie dzieje

Kilka lat temu cała Polska zwariowała na punkcie „słowiańskości”. Wystarczyła jedna, chwytliwa (choć o znikomych wartościach artystycznych) piosenka opatrzona kontrowersyjnym teledyskiem, by nagle wszyscy mieszkańcy nadwiślańskiego kraju przypomnieli sobie o swoich słowiańskich korzeniach. Wydanie owego utworu zbiegło się w czasie z narastającym w siłę trendem powrotu do korzeni, do życia w zgodzie z naturą (o którym pisałam w tym poście).  W świecie gier komputerowych triumfy święciła trzecia odsłona Wiedźmina, a nieco później na rynku pojawiła się seria książek Kwiat paproci. Nic więc dziwnego, że wśród Polaków wzrosło zainteresowanie dawnymi zwyczajami, niezwykle modne stały się folklorystyczne motywy (głównie kwiaty), na głowach dziewcząt zaczęły pojawiać się wianki oraz kolor blond, nieco mylnie utożsamiany z typowym odcieniem włosów Słowian (do tego jeszcze wrócimy). Słowiańskość uderzyła również w producentów gier planszowych: Stworze są już dostępne na rynku, kolejne produkty czekają na swoją premierę.

Niewiele z tych osób docieka jednak, skąd tak naprawdę wzięli się Słowianie. Gdybyśmy zapytali przypadkowego przechodnia, skąd wywodzi się genealogia narodu polskiego, to w najlepszym przypadku opowiedziałby on bajkę o Lechu, Czechu i Rusie. Nie jest to jednak wina jego, a wadliwego systemu edukacji. Na lekcjach historii przerabiamy bowiem burzliwe dzieje Egipcjan, Rzymian i Greków, natomiast historia Polski rozpoczyna się od przyjmującego chrzest Mieszka I (i o niewielkiej wzmiance o Biskupińskim grodzie). Jednak chyba nikt nie jest w stanie uwierzyć, że historia Słowian rozpoczyna się od tego podniosłego wydarzenia. Paradoksalnie, przyłączenie Polski do kręgu kultury chrześcijańskiej kończy pewien etap w kształtowaniu cywilizacji plemion słowiańskich. Jest to świt Polski, ale zmierzch tego, co stanowiło jej podwaliny.

biskupin

Nauczyciele oraz twórcy podręczników brak obszerniejszego potraktowania historii Słowian tłumaczą prostym faktem, z którym nie sposób się nie zgodzić. Cywilizacje skupione wokół Morza Śródziemnego były na niezaprzeczalnie wyższym stopniu zaawansowania kulturalno-gospodarczego, niż plemiona słowiańskie. One tworzyły już państwa i pozostawiły po sobie widoczne ślady w postaci zarówno budynków, jak i pism. Po Słowianach zostało stosunkowo mało, bowiem w przeciwieństwie do tamtych wielkich miast-państw, oni tworzyli stosunkowo niewielkie społeczności plemienne, które nie były trwale związane z jednym miejscem. Nie były to być może ludy koczownicze, ale w razie problemów woleli zostawić swoją osadę i osiedlić się w innym miejscu, niż jej bronić. Stąd tak trudno o odtworzenie ich dziejów, zbadanie skąd przyszli, jak formowali swoje szeregi i jak wyglądało ich życie codzienne.

Historię badać można bowiem na co najmniej trzy sposoby. Pierwszym, najpopularniejszym jest archeologia. Kopiemy i to, co znajdziemy przyporządkowujemy do odpowiedniego momentu w czasie. Egipcjanie pozostawili po sobie piramidy, Grecy – Akropol, Rzymianie – koloseum czy Forum Romanum. Słowianie nie pozostawili po sobie żadnych spektakularnych budowli, bowiem rolę ich podstawowego budulca pełniło stosunkowo mało wytrzymałe drewno. Nic więc dziwnego, że z czasów starożytnych nie ostały się na ziemiach polskich praktycznie żadne ślady egzystencji naszych przodków. Owszem, dysponujemy szczątkami budowli czy grobów, jednak te drobne ślady wypadają mało imponująco w porównaniu z megalomanistycznymi zapędami innych cywilizacji. Całą wiedzę opieramy zatem na szczątkach zabudowań oraz na fragmentach przedmiotów codziennego użytku. Na podstawie konstrukcji naczyń dokonano m.in. podziału na pewne grupy plemienne, zakładając, że w ówczesnych czasach ornamentyka była cechą unikatową plemion.

To, co odkryjemy w obrębie wykopalisk świadczy jednak jedynie o pewnym punkcie w czasie np. że dany obszar w tych latach zamieszkiwała grupa, która gustowała w naczyniach lejkowych. Nie wiemy jednak, skąd ci ludzie się wzięli, dokąd poszli i gdzie są teraz. Możemy snuć przypuszczenia na podstawie ewolucji pewnych technik czy zwyczajów i ich powtarzalności w pewnych regionach, jednak to stąpanie po dość kruchym lodzie.

Jeśli chodzi o wyznaczanie dróg znacznie lepszym narzędziem jest język. Analiza języków, jakimi posługują się współcześni Europejczycy pozwala odpowiedzieć na wiele pytań dotyczących ich przeszłości. Język nie jest bowiem stały, on ewoluuje, jest wyjątkowo podatny na upływ czasu. Weźmy np. język polski. Gdy zastanowimy się nad słowami, które pojawiają się w naszej mowie, będziemy mogli prześledzić losy naszego państwa. Dziś obserwujemy w naszej mowie zatrzęsienie słów z języka angielskiego, co jest wynikiem nasilenia się współpracy międzynarodowej w sferze biznesowej. Obecnie doświadczamy rozwoju tzw. „korpo-mowy”, która składa się z deadline’ów, fuck-upów czy calli. Ale jeszcze kilka wieków tego takim modnym językiem był francuski, i to właśnie zniego najczęściej zapożyczała wyrazy XVIII-wieczna arystokracja. Za to w czasie zaborów napłynęło do naszego języka wiele zwrotów z języka niemieckiego (np. lufcik czy powiedzenie „niech to szlag trafi!”) oraz rosyjskiego (te ze względu podobieństwa do polskiego trudno jest na pierwszy rzut oka wskazać i czasami aż dziw bierze, że dane słowo jest rusycyzmem np. zwrot „pod rząd” czy „objaśnić”). W średniowieczu za to do naszego języka napłynęła łacina, która do dziś święci triumfy w słownictwie związanym z prawem czy medycyną. Paradoksalnie, słowa kojarzone z kościołem uznawane są nie za zapożyczenia łacińskie, ale czeskie, bo to od Czechów przyjęliśmy chrzest i to oni wprowadzili nas w arkana słownictwa sakralnego.

Język zatem jest wyjątkowo podatny na wpływy. Patrząc na język polski można łatwo odtworzyć, z jakimi innymi nacjami w przeszłości mieliśmy styczność. Analizując języki pod kątem podobieństwa nie sposób zauważyć, że Polacy, Czesi, Słowacy, Białorusini Rosjanie i Ukraińcy posługują się podobną mową, więc muszą mieć ze sobą najwięcej wspólnego, a zatem w przeszłości prawdopodobnie kształtowali się w bezpośrednim sąsiedztwie. Badania języka wykonuje się na słowach, które można uznać za stosunkowo najstarsze, czyli liczebniki, nazwy kolorów, członków rodziny czy proste pozdrowienia. Na tej podstawie można zauważyć wiele zbieżności z sanskrytem, starą mową, którą posługiwali się niegdyś mieszkańcy dzisiejszych Północnych Indii, a więc regionu, który jest znacznie oddalony od terenów Polski. Jest to już jakiś trop, ponieważ można stwierdzić, że w przeszłości musieliśmy mieć coś wspólnego z tamtym ludem. Biorąc pod uwagę, że zbieżności występują jedynie w podstawowych wyrazach, prawdopodobnie nasze plemiona zetknęły się na samym początku, co pozwala domniemać, że to właśnie tamtych regionów się wywodzimy.

Jednak i ten trop nie jest wystarczający. Nasi przodkowie nie pozostawili po sobie źródeł pisanych, więc nie sposób jest przeprowadzić analizy językowej u samego zarania cywilizacji. Co prawda nie były to plemiona niepiśmienne (jak zwykło się uważać) i pozostawiły po sobie inskrypcje runiczne (które nota bene przywodzą na myśl bardziej plemiona germańskie czy celtyckie), jednak wciąż brakuje klucza do ich jednoznacznego odczytania. Jednak Słowianie nie są największym problemem, do dziś naukowcy głowią się nad zamieszkującymi w Hiszpanii Baskami, którzy posługują się językiem, który nie należy do grupy języków indo-europejskich. Wciąż nie ustalono jednoznacznego pochodzenia owej mowy, niektórzy próbują go powiązać z językami kartwelskimi, a to oznacza, że Baskowie musieli przyjść na Półwysep Iberyjski… z Kaukazu.

Całe szczęście znalazł się sposób, który umożliwia prześledzenie historii Słowian. Kluczem do tej zagadki okazujemy się być MY, ludzie, a konkretnie nasze DNA.

World Map of Y-DNA Haplogroups.png

W 2005 r. National Geographic oraz IBM rozpoczęło Projekt Genograficzny mający na celu prześledzenie tras wędrówki prehistorycznej ludzi. Bo choć może się to wydawać dziwne, to jednak ludzie żyjący w XXI w. zawierają w swoim organizmie informacje dotyczące wydarzeń sprzed lat. A wszystko to odczytać można z żeńskiego mitochondrialnego DNA oraz z męskiego chromosomu Y. Przeprowadzając ich analizę oraz badając występujące mutacje można określić z jakich grup dany osobnik się wywodzi. I choć brzmi to dość mało prawdopodobnie, to jednak w wyniku tych badań udało się naukowcom odtworzyć mapę migracyjną a nawet oszacować, kiedy która grupa etniczna powstała.

Wyniki tych badań opisał w swojej książce Słowiańskie dzieje Bogusław AndrzejDębek,historyk, który specjalizuje się w zgłębianiu dziejów naszych przodków. Książa ta służy nie tyle opisaniu prac naukowców, a pewnemu uporządkowaniu tych informacji oraz sporządzeniu charakterystyki przedstawicieli dawnych plemion.

Próbuje on odtworzyć dzieje Słowian od momentu rozpoczęcia pierwszych migracji, aż po ukształtowanie się pierwszych państw. Warto bowiem przypomnieć sobie, że dzieje Słowian nie rozpoczęły się ani nad Wisłą, ani nawet w dolinie Indusu, a najprawdopodobniej w Afryce. Autor analizuje, co zmusiło zamieszkujących afrykańskie równiny ludy do migracji na północ, starając się odtworzyć krok po kroku ich kolejne ruchy. Nie jest to oczywiście takie proste, jakby się mogło nam wydawać, ponieważ o „czystości rasowej” mogli (do niedawna) mówić głownie Islandczycy. Już wtedy, na samym początku naszych dziejów, grupy nie dość, że często zmieniały miejsce swojego pobytu, to jeszcze łączyły się (bądź rozdzielały). Proces formowania jednej wspólnoty (która z czasem stała się państwem) był dość dynamiczny i trwał wiele lat. Warto podkreślić, że autor pisze o Słowianach w ujęciu ogólnym, nie tylko o tych, którzy ostatecznie weszli w skład Polski, choć tym oczywiście poświęca szczególną uwagę. Nie mniej kontrowersyjnym jest fakt, iż na kartach owej książki spotkamy również Celtów, których obecność na ziemiach polskich faktycznie została odnotowana, jednak byłabym ostrożna w szukaniu głębszych powiązań pomiędzy nimi a Słowianami.

Na ile wiarygodna jest metoda DNA? Z pewnością daje nam pewne informacje, które w większości przypadków pokrywają się z tymi, które stwierdzono już na podstawie odkryć archeologicznych czy analizy języka. Wyniki są dość ogólne, ponieważ nie sposób było przebadać każdego mieszkańca globu, jednak mimo to ugruntowuje ona naszą wiedzę.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/19/Christianization_A.D._965_by_Jan_Matejko_%281889%29.png

Tak jak już wspomniałam, Polska otrzymuje specjalne miejsce na kartach Słowiańskich dziejów. Autor robi to, czego nie potrafili zrobić twórcy podręczników do historii i opisuje dzieje kształtującego się państwa, aż do momentu przyjęcia chrztu. Jak można się domyślić, są to bardziej domniemania, niż sprawdzone fakty, a to głównie dlatego, że jedynymi wiarygodnymi źródłami historycznymi są zapiski zagranicznych kronikarzy, którzy na terenie obecnej Polski bywali. Są to pewnego rodzaju fakty, ale musimy wziąć pod uwagę również panującą wówczas tendencję do przejaskrawiania opisywanych historii i nie można wykluczyć, że i w tym przypadku lubili sobie oni coś dopowiedzieć czy podkolorować.

Ale na historii autor nie kończy. W drugiej części swojej publikacji przenosi nas do słowiańskiego świata, pokazując jak wyglądali, żyli i czym się zajmowali nasi protoplaści. Burzy również pokutujący w nas mit o białowłosych Słowianach, okazuje się bowiem, że byli oni raczej rudawi. Szczególne miejsce poświęcone zostaje opisowi ówczesnej religii oraz miejsc kultu i nie ma w tym nic dziwnego. Po pierwsze, życie ówczesnych ludzi w dużej mierze opierało się na wierze. Ludzie byli bogobojni i wszystkie niezrozumiałe przez nich zjawiska tłumaczyli interwencją sił wyższych. Słowianie nie byli tutaj wyjątkiem, każdy starożytny naród posiadał swoją mitologię, w której znajdowali się patroni słońca, księżyca, urodzaju czy piorunów. W szkołach dzieci przerabiają mitologię grecką, na popularności zyskuje nordycka. Cały czas mało mówi się jednak o tej wywodzącej się z centralnej Europy i to niekoniecznie dlatego, iż jest mało znana. Tutaj pojawia się bowiem drugi powód dla którego w przypadku opisu dziejów Słowian nie sposób nie powiedzieć o religii: do dziś zachowało się stosunkowo wiele informacji dotyczących dawnych obyczajów. I to nie tyle w formie materialnej (choć i tutaj są liczne przykłady), co w formie tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie.

Nie jest bowiem prawdą, że wraz z przyjęciem chrztu Polska stała się krajem chrześcijańskim. Oficjalnie – tak, jednak natura ludzka lubi przyzwyczajenie i jest stosunkowo nieufna w stosunku do nowego. Dlatego nawet kilkaset lat po chrzcie istniały osoby, które wyznawały dane bóstwa, a jeszcze częściej mieszały ze sobą dwa wierzenia. Efektem tego są np. święta Wielkiej Nocy oraz Bożego Narodzenia, które dziwnym trafem zbiegają się w terminie wiosennego Święta Jarego oraz wieńczących rok Szczodrych Godów. Niektóre zwyczaje pogańskie przedostały się do chrześcijańskich obrządków, np. malowanie jajek czy ubieranie choinki (w wersji słowiańskiej zamiast drzewka ubierano snop żyta).

Dlaczego zatem tak mało wiadomo o zwyczajach „pogańskich”?

W przeciwieństwie do innych panteonów, ten słowiański jest nieuporządkowany i wciąż budzi wiele wątpliwości. Nie dość, że każde plemnie miało prawdopodobnie własną wersję nazewnictwa bóstw, to jeszcze istnieje wiele wersji tego, czym prawdopodobnie one patronowały. Nieco lepiej zachowały się informacje dotyczące demonów, ponieważ wiara w nie trwała (szczególnie w społecznościach wiejskich) nawet do XX wieku (sama z dzieciństwa pamiętam opowieści o południcach – co prawda jedynie w ramach legend, bajek dla dziecka, jednak wciąż taka wiedza istniała). Problemem jest tutaj ponownie mnogość nazw oraz charakterystyk danej postaci, które różnią się w zależności od regionu. Warto tutaj zauważyć, że dobrze nam znany wampir ma swoje korzenie w mitologii słowiańskiej (co ciekawe, o bycie wampirem posądzane były osoby leworęczne, nic więc dziwnego, że jeszcze w XX w. przyuczano leworęcznych do pisania prawą ręką).

Należy zauważyć jeszcze jeden fakt: w odniesieniu do wierzeń naszych przodków częściej stosujemy określenia „pogański”, niż „słowiański”. Przez wiele lat bowiem w dawnych wierzeniach upatrywano się elementów zła i zbytnie interesowanie się tymi tematami uznawano za grzech. Mitologie innych cywilizacji uznawano za niegroźne bajki dla dzieci, jednak opowieści o strzygach czy Radegaście (nota bene, do dziś nie wiadomo, jak ten bóg się naprawdę nazywał) traktowano jako przejaw zła i występek przeciwko kościołowi.

Całe szczęście dziś zmienia się już nasze nastawienie i co raz częściej literatura sięga po motywy wywodzące się z dawnych obyczajów czy wierzeń. By jednak je dobrze zrozumieć, warto mieć porządną podbudowę, a tą z pewnością zapewnia książka Dzieje Słowian. To prawdziwe kompendium wiedzy o naszych protoplastach, wywodząca ich z Afryki aż do nadwiślańskiego kraju (choć w ówczesnych czasach bardziej prestiżową rolę pełniła rzeka Warta). Co więcej, znajdziemy tutaj wiele informacji, które pomogą nam lepiej zrozumieć nie tylko życie ówczesnych Słowian, ale również przekonać się, jak wiele po nich odziedziczyliśmy. Bo choć dziś ich dzieje wydają się nam zasnute mgłą, to jednak mamy z nimi więcej wspólnego, niż przypuszczamy.

Reklamy

16 myśli na temat “Słowiańskie dzieje

Dodaj własny

  1. Szkoda, że na lekcji historii tego nie uczą. W rozważaniach o przyjęciu chrztu Mieszka I lubię rozważania w stylu co by było gdybyśmy przyjęli chrzest prawosławny. Może niezależność od Watykanu dobrze, by nam zrobiła?

    Polubienie

  2. Niestety zamiast uczyć się o.historii swojego kraju, o swoich przodkach, wałkujemy na.lekcjach historii Egipcjan, Rzymian czy Greków.

    Polubienie

    1. P.s. Na ostatnim otwartym spotkaniu zorganizowanym przez Dział Promocji Uniwersytetu Jagiellońskiego we współpracy z Sigillum Autenticum, doktorant Łukasz Fabia odnosząc się do książki „Słowiańskie dzieje” stwierdził, że w związku z wydaniem tego opracowania ” to już niestety robi się niebezpiecznie”. Zarzut polega na tym, że autor książki „odnosi się do tych teorii [mówiących o pradawnym pochodzeniu Słowian], oczywiście nie zwalczając ich, ale popierając i budując własną teorię pochodzenia Słowian na ziemiach polskich”. Krytyka ze strony historyków z Uniwersytetu Jagiellońskiego wynika z tego, że tu „podważane jest zaufanie do środowiska naukowego”. Taką oto recenzję znalazłam tej „niebezpiecznej książki”. Czyli „Słowiańskie dzieje” to książka nieprawomyślna.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: