Ania staje się Anną

Ania, nie Anna powraca i to w doskonałej formie. Aż żal, że to już zwieńczenie przygód rudowłosej mieszkanki Zielonego Wzgórza.

Serial Ania, nie Anna był dość ryzykowną produkcją, która zamiast wiernie przenieść na ekran powieść Lucy Maud Montgomery, stanowiła kompletnie odrębne dzieło, traktując znany tekst jedynie jako inspirację i punkt wyjścia do opowiedzenia zupełnie nowej historii. Nic więc dziwnego, że pierwszy sezon wzbudził niemało kontrowersji wśród radykalnych fanów książki, którzy krzywo patrzyli na subtelnie wprowadzane zmiany, zwłaszcza, że te wraz z rozwojem opowieści zaczynały przybierać na sile. Apogeum osiągnięto w sezonie 2., który zdecydowanie odbiegał od książki, wprowadzając nowych bohaterów oraz (o zgrozo!) momentami spychając Anię na dalszy plan.

Większość widzów podeszła jednak entuzjastycznie do nowej wizji przygód rudowłosej dziewczynki. Twórcy postarali się, by treści przekazywane przez serial były aktualne również dla współczesnego widza, stąd bardziej niż na wątek przygodowy, postawiono na wątek emancypacji kobiet (co nie dziwi, ponieważ była to kwestia niezwykle istotna na przełomie XIX i XX w.) czy tolerancji. W ten sposób pogłębiono przekaz opowieści, której bohaterem nie była już wyłącznie Ania, ale ówczesne małomiasteczkowe społeczności. Niestety, w sezonie 2. twórcy tak mocno skupili się na misyjnosci przekazu, że zapomnieli o stworzeniu koherentnego scenariusza. Pojawiające się wątki były albo nudne, albo przeszarżowane, co sprawiło, że po obejrzeniu ostatniego odcinka poczułam niemałe rozczarowanie.

Całe szczęście twórcy odrobili lekcję i w 3. sezonie nie znajdziemy już błędów z poprzedniej odsłony serialu. Nie ma już tej fragmentaryczności, która tak bardzo raziła poprzednio, wszystkie wątki są konsekwentnie prowadzone przez cały sezon, a trzeba przyznać, że jest ich wiele. Dominującym jest dojrzewanie: Ania i jej koledzy z klasy kończą 16 lat i lada moment ukończą szkołę. Każdy zaczyna myśleć o przyszłości, głównie zastanawiając się, przy czyim boku ją spędzi. Nic w tym dziwnego, hormony zaczynają buzować, a i społeczeństwo zaczyna wywierać na nich taką presję. Niektórzy rodzice zaczynają już proces swatania dzieci, co patrząc na ówczesne realia nie powinno nikogo dziwić. Wątek dorastania ukazany na przełomie XIX i XX w. stanowi doskonały kontrast dla współczesnych seriali młodzieżowych (jak chociażby Sex Education). To jeszcze świat głębokiej niewiedzy dotyczącej prokreacji, gdzie szczytem zbliżenia jest pocałunek, a publiczne okazywanie uczuć może być uznane za gorszące.

Kontynuowane są również wątki z poprzednich sezonów. Nadal kluczową rolę pełni emancypacja, której głównymi orędowniczkami jest Ania oraz jej nauczycielka. Śmiem twierdzić, że w tym sezonie problem ten jest nakreślony w sposób najbardziej dobitny i dojrzały. To już nie paplanina obdarzonej bujną wyobraźnią dziewczynki, ale głos młodej kobiety, która jest świadoma istniejących dysproporcji pomiędzy płciami, a także przedmiotowego traktowania płci pięknej. Do tego dochodzi również batalia o wolność słowa i możliwość stanowienia o własnym losie. To ostatnie jest niezwykle istotne w przypadku młodych bohaterów. Ich wolna wola ograniczana jest przez plany ich rodziców (dla których dziecko jest często narzędziem do osiągnięcia danego celu), normy społeczne a przede wszystkim pozycję, jaką w tym społeczeństwie zajmują. Oczywiście są jednostki, którym udaje się temu naciskowi przeciwstawić i pójść własną drogą, ale większość woli się jednak dostosować.

Powraca również wątek tolerancji względem pochodzenia etnicznego, który zostaje wzbogacony o rdzennych mieszkańców Kanady. Aż dziw, że twórcy nie wpadli na ten pomysł wcześniej, bo o ile ciemnoskórzy byli „przybyszami”, tak potomkowie kolonizatorów od zawsze musieli żyć w pobliżu Indian. Za pomocą tego wątku twórcy odwołują się bezpośrednio do historii Kanady, a konkretnie do ówczesnego systemu edukacji indiańskich dzieci. Wrogie, wręcz przedmiotowe nastawienie większości bohaterów do członków plemienia mieszkającego w pobliżu, doskonale koresponduje z faktycznym nastawieniem Kanadyjczyków z przełomu wieków. Na dokładkę otrzymujemy jeszcze przewijający się wątek Ani szukającej informacji o swoich biologicznych rodzicach. Nie jest on może dominujący, aczkolwiek jest niezwykle istotny dla bohaterki, która sukcesywnie wypełnia białe plamy w swoim życiorysie. Ania zyskuje utraconą tożsamość, tworząc ostatecznie kompletną osobę.

To poczucie „dopełnienia i zamknięcia” nie jest przypadkowe. Ten sezon jest bowiem definitywnym zakończeniem serialu. Nic więc dziwnego, że twórcy postanowili w ostatnim odcinku pozamykać wszystkie wątki, kończąc całą historię cukierkowym happy endem. Szkoda, że na to domykanie nie poświęcono nieco więcej czasu, bo sposób w jaki większość wątków się kończy jest niezwykle toporny. Można odnieść wrażenie, że w Avonlea pojawia się nagle wróżka, która za sprawą machnięcia czarodziejską różdżką sprawia, że rzeczy po prostu się „dzieją” i to wszystkie w tym samym czasie. W rezultacie powstaje ogromny bałagan scenariuszowy, rażące są nagłe zmiany decyzji bohaterów, brak konsekwencji w prowadzeniu postaci czy zapomnienie domknięcia niektórych wątków. Widać, że twórców ograniczała maksymalna długość odcinka, pewnie musiało dojść do kilku „cięć”, które znacząco wykastrowały zakończenie. A szkoda.

Szkoda również, że to koniec Ani, nie Anny. Serial do tej pory wyczerpał historię zaledwie z pierwszego tomu przygód Ani, zostaje więc spory potencjał na ich kontynuację. Pytanie, czy twórcy mieli pomysł na pociągnięcie fabuły i czy kolejne sezony nie byłyby eksploatowaniem tych samych pomysłów. Może więc nie ma nad czym płakać, a lepiej cieszyć się z całkiem udanego 3. sezonu. A tym, którzy czują niedosyt radzę powrócić do książek – może nie sięgają one aż tak głęboko i są bardziej infantylne, jednak na jakiś czas ukoją tęsknotę za bohaterami serialu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: