O XIII Pulsie Literatury słów kilka

W niedzielę zakończyła się kolejna, trzynasta już, edycja festiwalu Puls Literatury. W tym roku hasłem przewodnim wydarzenia była „Piękna trzydziestoletnia”, co oczywiście miało nawiązywać do okrągłej rocznicy istnienia nie tylko „wolnej” Polski, ale przede wszystkim polskiej literatury. Tradycyjnie zwieńczeniem festiwalu było wręczenie nagrody im. Juliana Tuwima, która w tym roku powędrowała na ręce Małgorzaty Szejnert.

Gdy emocje już opadły nadszedł czas na podsumowanie festiwalu i odpowiedzenie na pytanie, czy trzynasta edycja okazała się być dla Pulsu pechowa.

W tym roku Puls Literatury został rozpisany zaledwie na 5 dni (dla przypomnienia, w ubiegłym roku festiwal trwał 9 dni, a w 2017 – aż 11). Co za tym idzie, gości również zaproszono mniej, w tym żadnego reprezentanta literatury zagranicznej (a na tych w ramach Pulsu ostatnio zawsze można było liczyć). Nie wiem, czy decyzja ta spowodowana była ograniczonym budżetem (do którego jeszcze wrócimy) czy też był to umyślny zabieg, ale ostatecznie zmiana ta wyszła festiwalowi na dobre. Ograniczono bowiem liczbę tzw. „zapychaczy”, czyli spotkań z mało znanymi szerszej publiczności autorami (głównie z kręgu poetyckiego), a postawiono na nazwiska przyciągające publikę.

źródło: Puls Literatury

I tak pierwszego dnia tłumy przyciągnął Adam Michnik (!), który przybył do Łodzi w celu promocji swojej najnowszej książki W cieniu totalitaryzmów, panel dyskusyjny mający na celu podsumować ostatnie 30 lat polskiej literatury a także spotkanie z ubiegłoroczną laureatką Nagrody im. J. Tuwima, Izabelą Morską (która niedawno wydała nową powieść Znikanie). Drugi dzień należał do dwóch charyzmatycznych literatów: Łukasza Orbitowskiego oraz Marcina Świetlickiego. Ten ostatni dodatkowo uraczył łodzian występem swojej nowej supergrupy Morświn, powołanej na zaledwie 3 koncerty. W piątek czytelnicy mieli okazję spotkać się z Tadeuszem Sobolewskim oraz laureatką Nagrody Literackiej Gdynia Zytą Rudzką. Dom Literatury codziennie pękał w szwach, co na poprzednich edycjach nie było już tak zauważalne (np. rok temu tłum przyciągnęła wyłącznie Małgorzata Rejmer). To ważny sygnał dla organizatorów festiwalu: mniej gości, ale z potencjałem zainteresowania publiki.

Osób uczestniczących w festiwalu mogło być w rzeczywistości nawet więcej. Nawet, jeśli ktoś nie mógł dotrzeć do Domu Literatury, to mógł na bieżąco uczestniczyć w spotkaniu za pośrednictwem transmisji live na fanpage’u Domu Literatury. Co więcej, relacje zostały zapisane, więc w każdej chwili można nadrobić zaległości, również te koncertowe (na nagraniach nie ma tylko wydarzeń niedzielnych, które odbywały się w murach Teatru Nowego). Nie jest to nowość, ponieważ od jakiegoś czasu Dom Literatury w ten sposób udostępnia większość relacji ze spotkań autorskich, ale jest to zdecydowany wyróżnik jeśli chodzi o analogiczne wydarzenia. Szkoda tylko, że organizatorzy nie wspominali o transmisjach i nie zachęcali osób do uczestniczenia w nich i np. do zadawania pytań również za pomocą internetu.

Kogo zatem na Pulsie nie było, temu radzę posłuchać sobie organizowanych wówczas spotkań, bo moim zdaniem warto. Z drugiej strony wydaje mi się, że nieco zaniechano kwestię hasła przewodniego tej edycji. Oczekiwałam, że na każdym spotkaniu zostanie poruszona kwestia polskiej literatury ostatnich lat, jednak niezupełnie się to udało. Główny panel zamiast podsumowywać narzekał (jemu poświęcę oddzielny wpis, bo było to dość kontrowersyjne spotkanie). Pozostałe dwa spotkania prowadzone pod hasłem „Piękna trzydziestoletnia” również nie nawiązały do tego tematu: Marcin Świetlicki zaczął mówić, ale temat zarzucono, Zyty Rudzkiej w ogóle o tę kwestię nie zapytano. Niedosyt pozostawiało spotkanie z Łukaszem Orbitowskim, na które prowadzący przygotował zbyt mało pytań. Spotkanie skończyło się przed czasem, a i tak pojawiło się wyjątkowo dużo pytań od publiczności. Prowadzący próbował co prawda na bieżąco wymyślać pytania, jednak bardziej dotyczyły one życia „pozaliterackiego” pisarza, niż omawianej książki (Kult). Zdecydowaną perełką było wypełnione ironią spotkanie ze wspomnianym już Marcinem Świetlickim, gdzie bardzo dobrze funkcjonowała relacja prowadzący (Maciej Robert) i gość. Polecam obejrzeć, nawet, jeśli z twórczością poety nie miało się do tej pory do czynienia.

źródło: Puls Literatury

Niedziela poświęcona była wyłącznie Nagrodzie im. J. Tuwima. W Gali zaszły organizacyjne zmiany, zdecydowanie na korzyść. Po pierwsze, uroczystość rozpoczęła się o godz. 17:00, a nie o 20:00. Późniejsza pora wpływa korzystnie na prestiż wydarzenia, ale nie w niedzielę, kiedy nad każdym wisi widmo wczesnego wstawania do pracy następnego dnia. Po drugie, zrezygnowano z występów artystycznych podczas samej Gali. Po części oficjalnej i tak następowała ta artystyczna, a występy w trakcie głównego wydarzenia tylko niepotrzebnie je rozpychały i sprawiały, że cała uroczystość trwała nieskończenie długo.

Tym razem wprowadzono ścisły harmonogram. Godzina przeznaczona na część oficjalną, godzina na koncert Pablopavo i Ludziki a także godzina na spotkanie z laureatką nagrody (nowość). Szkoda, że nie zdecydowano się zamienić miejscami spotkanie z koncertem, tak by połączyć ze sobą część literacką, a koncert zostawić na nieco późniejszą godzinę. Warto również zauważyć, że w tym roku po raz pierwszy (przynajmniej na przestrzeni ostatnich 3 edycji, w których brałam udział) wejście na Galę było dla wszystkich, a nie wyłącznie dla tych zaproszonych. I tak o ile w ubiegłych latach na widowni roiło się od pustych miejsc, tak tym razem trudno było takie znaleźć. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że część zgromadzonych przyszła ze względu na darmowy koncert, co nie zmienia jednak faktu, że pełna sala dawała nadzieję, że wciąż istnieje zainteresowanie literaturą.

Czas jednak na łyżkę dziegciu w tej beczce miodu. O ile organizacyjnie wprowadzono wiele potrzebnych zmian, tak merytorycznie i wizualnie Gala wypadła bardzo przeciętnie. Śmialiśmy się, że przypomina ona bardziej skromny benefis, niż wręczenie poważnej nagrody. Na scenie zabrakło wyraźnej identyfikacji wizualnej, która świadczyłaby w jakim wydarzeniu bierzemy udział (oczywiście chodzi o Puls Literatury, bo sama nagroda takowej nie posiada). W poprzednich latach były wyświetlane materiały, które urozmaicały wydarzenie (podsumowanie festiwalu czy historia Nagrody), w tym nawet tego zabrakło. Nawet nazwiska nominowanych zostały wyczytane jak od niechcenia, nie przygotowano żadnego materiału prezentującego ich sylwetki. Rozumiem, że organizatorzy mieli ograniczony budżet, ale wyświetlenie samych zdjęć byłby lepsze, niż nic.

źródło: Puls Literatury

Nie pomógł również Bronisław Maj w roli konferansjera, który choć wplatał rozmaite żarty, nie podbijał tempa wydarzenia. Nie pomagała sceneria (szaro-zielona kurtyna, na której tle został postawiony fotelo-tron) czy fatalne, zbyt ciepłe, oświetlenie sceny. Ceremonia wyglądała tak, jakby została przeniesiona do roku 2019 z początku lat 90. Tak, jakby nikomu nie zależało na jej przygotowaniu. Budżet budżetem, ale nawet przy niewielkich nakładach można uzyskać zadowalające efekty.

Z nieznanych mi przyczyn zrezygnowano również z przyznania nagrody publiczności. Nawet, jeśli miałoby być to wyłącznie wyróżnienie za którym nie idzie nagroda pieniężna, zawsze jest to gest w kierunku czytelników, umożliwienie im również wyrażenia własnej opinii, często różniącej się od wyborów kapituły. Miejmy nadzieję, że możliwość głosowania powróci w kolejnych edycjach (i że będzie to głosowanie za pomocą formularza elektronicznego).

Szkoda, że tak mało wysiłku włożono również w działania promocyjne. Moim zdaniem to skandal, że nagroda przyznawana już od tylu lat nie doczekała się identyfikacji wizualnej i nie jest wokół niej budowany tzw. „hype”. Większe zainteresowanie budzi młodsza Nagroda im. Gombrowicza, niż jej łódzkie przeciwieństwo (Gombrowicz wędruje do debiutantów, Tuwim – za całokształt). Wiadomo, że na promocję potrzebne są środki, ale komunikacja poprzez media społecznościowe daje ogromne możliwości. Wystarczy chcieć, jednak mam wrażenie, że w tym roku organizatorzy całkowicie odpuścili kwestię nadania jakiejkolwiek oprawy temu najważniejszemu dla literackiego środowiska Łodzi wydarzeniu.

źródło: Puls Literatury

Na sam koniec zostawiłam najbardziej newralgiczną kwestię, mianowicie dzień Jacka Bierezina. Co roku ostatnia sobota festiwalu zostaje poświęcona w całości na promocję poezji oraz na rozstrzygnięcie Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. J. Bierezina a także konkursu jednego wiersza czy krytycznoliterackiego. Cała sobota, czyli najbardziej atrakcyjny pod kątem przyciągnięcia zainteresowanych dzień, zostaje oddana niezwykle wąskiemu kręgowi odbiorców, którzy w większości przypadków sami są twórcami. Co gorsza, w tym dniu próżno szukać nazwisk, które znane są przeciętnemu odbiorcy literatury, którego znajomość poezji kończy się na twórcach nominowanych do Nike. To raczej spotkania dla wtajemniczonych tworzących krąg wzajemnej poetyckiej adoracji. Nie da się ukryć, że środowisko Domu Literatury jest silnie związane z poezją i to ona jest szczególnie faworyzowana w ramach festiwalu. I chociaż uważam, że to gatunek, który należy promować i do którego lektury należy zachęcać czytelników, to jednak poświęcenie na nią całego dnia (i to soboty!) w ramach festiwalu (który nie jest z założenia stricte poetycki) może niektórych odstraszać.

Od dawna postuluję wyłączenie tego dnia z programu Pulsu i to nie dlatego, że gardzę poezją (co nie jest prawdą), ale ponieważ uważam, że są to dwa różne wydarzenia, o zupełnie odmiennym charakterze. Niestety, zdaję sobie sprawę, że jest to niewykonalne. Potraktowanie „dnia Jacka Bierezina” jako odrębnej imprezy nie tylko generowałoby dodatkowe koszty, ale również wymagałoby pozyskania oddzielnych sponsorów i środków. Poza tym te dwa komponenty są ze sobą od dawna związane i pewnie zdaniem wielu ich rozdzielenie zakrawałoby na świętokradztwo. Dlatego w tej kwestii raczej nie możemy spodziewać się jakichkolwiek zmian.

Tegoroczny Puls Literatury pozytywnie mnie zaskoczył, w przeciwieństwie do Gali, do której przygotowania zabrakło środków/chęci (choć i tutaj kilka rzeczy zmieniło się na plus). Z pewnością nie była to edycja pechowa, zwłaszcza, jeśli chodzi o frekwencję, która pozytywnie mnie zaskoczyła. Moim marzeniem jest by łódzka nagroda i poprzedzający ją festiwal zyskały wreszcie znaczenie na skalę krajową, ale póki co niestety nic na to nie wskazuje. A szkoda.

Mimo to już ze zniecierpliwieniem czekam na kolejną edycję.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: