Dom z papieru #3

… czyli powtórka z rozrywki.

Pamiętam, z jak ogromnym zaskoczeniem przyjęłam wiadomość o zamówieniu przez Netflix trzeciego sezonu Domu z papieru. Pierwsze dwa sezony przypadły mi do gustu i choć logika fabuły czasami niedomagała, to jednak oryginalna realizacja i barwni bohaterowie sprawiły, że ta hiszpańska produkcja trafiła na listę moich ulubionych seriali. Teoretycznie powinnam się cieszyć, jednak pomysł na dokręcenie dalszego ciągu wywołał we mnie wewnętrzny sprzeciw. Problem tkwił w tym, że opowieść o napadzie na mennicę doczekała się w drugim sezonie zamknięcia. Akcja została zakończona, a widzowie otrzymali epilog rozgrywający się rok po wydarzeniach z serialu. Twórcy w ten sposób wykluczyli możliwość dopisania dalszych losów bohaterów, stwierdzając, że ich dzieło jest skończone.

Mimo to Netflix tuż po zakończeniu emisji 2. sezonu ogłosił, że powstanie jego kontynuacja. Decyzja taka nie powinna nikogo dziwić, serial bił bowiem rekordy oglądalności i został przez wielu uznany za najlepszą produkcję dostępną na platformie. Warto również zauważyć, że nie była to oryginalna produkcja Netflixa: pierwotnie Dom z papieru emitowany był w hiszpańskiej telewizji naziemnej Antena 3. Nic więc dziwnego, że amerykański gigant zechciał jeszcze raz zarobić na serialu, tym razem pod jego własną banderą. Nawet, jeśli niekoniecznie posiadał pomysł na kontynuację tej, przypomnę, zamkniętej historii.

Słowo się rzekło, scenariusz musiał powstać. O czym można było opowiedzieć? Na przykład o ucieczce bohaterów przed wymiarem sprawiedliwości czy o tym, jak radzą sobie po napadzie. Twórcy stwierdzili, że eksperymentowanie z formą serialu jest zbyt ryzykowne (a nuż się nie spodoba) i ostatecznie zdecydowali się pójść po linii najmniejszego oporu: powielili schemat znany z dwóch poprzednich części. Skoro wówczas tak dobrze się sprawdził, to może i teraz zaskoczy?

Fabuła kontynuacji Domu z papieru przypomina kreatywny remake pierwowzoru. Ponownie otrzymujemy napad, tym razem na Narodowy Bank Hiszpanii, gdzie nasi bohaterowie zamiast drukowaniem pieniędzy pałają się przetapianiem sztabek złota. Akcja koordynowana jest przez Profesora, który nie tylko posiada nową makietę budynku, ale również dysponuje nową lokacją, w której starym zwyczajem przed napadem przygotowuje „gang” na ewentualne przeszkody. W Banku (który swoją drogą przypomina mennicę z poprzedniego sezonu) są oczywiście zakładnicy którzy stanowią kartę przetargową w negocjacjach Profesora z policją (która tradycyjnie rozbiła namiot przed okupowanym budynkiem). Warto jeszcze dodać, że realizacja również wygląda podobnie: akcję dopełnia z offu narracja Tokio, a sama historia została podzielona na dwa sezony.

Pewnym urozmaiceniem mogłyby się wydawać nowe postaci, które prezentowane były na plakatach promujących serial. Problem w tym, że nie wnoszą one nic nowego. Tym, co działało na korzyść bohaterów z pierwszych dwóch sezonów był ich „origin”- wiedzieliśmy co nieco o ich przeszłości, trybie życia, mocnych i słabych stronach. Dzięki tak solidnej podbudowie, stawali się oni wyjątkowo wiarygodni, a widzowie mogli się z nimi zżyć i im kibicować. Tym razem jednak scenarzyści zupełnie zaniedbali tę kwestię. O wąsatym Marsylii nie wiemy praktycznie nic, a na temat Bogoty dowiadujemy się jedynie, że jest ojcem gromadki dzieci rozsianych po całym świecie. Zdecydowanie na pierwszy plan wybija się Palermo, który jednak w serialu ma do odegrania niemalże taką samą rolę, jak niegdyś Berlin (do którego ów bohater pałał afektem). A skoro już o Berlinie mowa, to ten zgodnie z zapowiedziami powrócił do serialu, gdzie pojawia się w retrospekcjach jako pomysłodawca planu napadu. Powrót tej postaci to czysty „fanservice”: wątek ten nie wnosi nic nowego, w dodatku został nieco nieporadnie rozpisany (ów bezwzględny i cyniczny łajdak przemienia się w najsympatyczniejszą postać serialu).

Pozostałe postaci udaje się całe szczęście utrzymać na zadowalającym poziomie. Nadal wytwarzają między sobą energię znaną z poprzednich odsłon serii, nie odbiegając od ustalonych w nich zasad, ale również zbytnio nie ewoluując (może z jednym wyjątkiem). Warto w tym momencie wspomnieć, że nowymi członkiniami gangu oficjalnie zostają Mónica oraz Raquel, które nie wnoszą zbyt wiele do fabuły: pierwsza stanowi dodatek do Denvera, a druga duplikuje Profesora.

Wracając do fabuły, ta ponownie rozwija się w sposób zbliżony do poprzednich serii: na początku mamy sielankę, wszystko przebiega po myśli Profesora, aż nadchodzi chwila niedopatrzenia i zaczynają się piętrzyć problemy. Kopiując schemat z poprzednich sezonów twórcy niestety powielili również te same błędy, czyli nadmierne uproszczenia czy rozwiązania deus ex machina. Istną skarbnicą „koszmarków fabularnych” jest pierwszy odcinek sezonu, w którym jak na dłoni widać, jak trudno było znaleźć pretekst do kontynuowania serialu. Całe szczęście im dalej w las, tym mniej takich „kwiatków”, choć i tak nie obywa się bez błędów przy pracy (np. kompletnie zbędny wątek Arturito).

Dużo nadziei pokładano w pokazywanych na zwiastunach egzotycznych lokacjach, tłumacząc, że przygarnięcie pod skrzydła Netflixa zaowocowało drastycznym zwiększeniem budżetu. Problem w tym, że owa „egzotyka” widoczna jest wyłącznie w pierwszym odcinku sezonu (i w retrospekcjach w kilku kolejnych), a akcja ponownie rozgrywa się w zamkniętych przestrzeniach.

Innymi słowy: nihil novil.

To sformułowanie idealnie podsumowuje 3. sezon Domu z papieru. Teoretycznie otrzymujemy nową historię, ale w praktyce oglądamy na ekranie dokładnie to samo, co widzieliśmy rok czy dwa lata temu. Całe szczęście udało się podtrzymać dość dobry poziom realizacji, błyskotliwe dialogi oraz doskonałą grę aktorską. I to właśnie te trzy jasne punkty sprawiają, że ów serial nie tylko da się oglądać, ale z czasem zaczyna on angażować widza do to tego stopnia, że choć otrzymuje odgrzewanego kotleta, to jest w stanie orzec, że był on wyjątkowo smaczny.

Nie ma w tym nic dziwnego: w końcu człowiekowi w szczególności podobają się melodie, które już raz słyszał.

Wiemy, że powstanie kolejny sezon Domu z papieru, który zamknie bieżącą historię. Czy format, będzie dalej kontynuowany? Zgodnie z nową polityką Netflixa, która promuje przede wszystkim wyniki oglądalności, nie jest to wykluczone. Obawiam się, że jednak zaserwowanie po raz kolejny tej samej opowieści mogłoby nadwyrężyć cierpliwość nawet tych najbardziej zagorzałych fanów. W końcu każda, nawet najlepsza piosenka słuchana zbyt wiele razy, zaczyna się nudzić.

5 myśli na temat “Dom z papieru #3

Dodaj własny

  1. Serial ciągle wisi na mojej liście. Ale widzę, że spokojnie można przestać oglądać po dwóch pierwszych sezonach. Nie lubię strasznie takiego naciągania, a już takiego nieudolnego to w ogóle.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: