Stranger Things #3

Na kontynuację przygód grupy dzieciaków z Hawkins czekałam z mieszanymi uczuciami. Pierwszy sezon Stranger Things pozytywnie mnie zaskoczył, udowodniając, że produkcja z dziećmi w rolach głównych wcale nie musi być infantylna i skierowana do najmłodszego odbiorcy. Intrygująca fabuła łącząca w sobie elementy kina fantasy oraz filmów szpiegowskich, została okraszona całą garścią sentymentalnych nawiązań do lat ’80. Było lekko, łatwo, przyjemnie, choć obraz budował również napięcie i klimatem nawiązywał do horrorów z tamtych lat.

Przyszedł jednak drugi sezon, który zupełnie zawiódł moje oczekiwania. Nie dość, że fabuła została oparta na tym samym schemacie co pierwsza odsłona produkcji, to jeszcze zupełnie nie poradził on sobie z dźwiganiem nowych wątków, na czele z wprowadzoną do fabuły siostrą Nastki „Ósemką”. I choć większość fanów serialu nadal była zachwycona dziełem braci Duffer, to jednak ci bardziej sceptycznie nastawieni widzowie zaczęli wieszczyć kres sukcesu jednej z najcieplej przyjętych produkcji Netflixa.

Stąd wszyscy z niecierpliwością oczekiwali na trzeci sezon serialu, który miał stanowić papierek lakmusowy dla całej produkcji i wskazać, czy druga odsłona serii była wyłącznie wypadkiem przy pracy, czy faktycznie całość można skazać już na porażkę. Po niecałych dwóch latach poznaliśmy odpowiedź na to dręczące fanów seriali pytanie i brzmi ona:

Jest lepiej, choć do ideału tej produkcji jest jeszcze daleko.

Zacznijmy od podstawowej zalety serialu: nie powtarza ona schematu z pierwszej serii – przynajmniej w tak obszernym zakresie, jak miało to miejsce poprzednio. Do tej pory rys fabularny prezentował się następująco: paczka przyjaciół świetnie spędzała czas, aż do momentu, w którym z jednym z nich (zawsze w tej roli występował Will) nie zaczęło dziać się coś dziwnego. Od tego momentu cała grupa, przy wsparciu matki chłopca oraz odznaczającej się nadprzyrodzonymi zdolnościami Jedenastki, ruszała na jego ratunek. Siedliskiem zła było znajdujące się w miasteczku laboratorium, w którym przeprowadzano dziwne eksperymenty. W końcowym odcinku dochodziło do wielkiej bitwy, której kres kładła Nastka, używając swoich super mocy.

Tym razem jest inaczej. Zamiast szkoły i mrocznego laboratorium otrzymujemy nową lokację: potężne centrum handlowe ze wszystkimi znajdującymi się w nim dobrodziejstwami. By nieco namieszać w fabule, twórcy zdecydowali się podzielić bohaterów na 4 grupy, z których każdej przyświeca odrębny cel, początkowo nie powiązany z pozostałymi. Joyce wraz z Hopperem starają się rozwiązać zagadkę spadających z lodówki magnesów. Dustin, Steve, Erica (siostra Lucasa) oraz nowa bohaterka Robin śledzą rosyjskich szpiegów. Odbywający staż w lokalnej gazecie Nancy oraz Jonathan prowadzą dziennikarskie śledztwo w sprawie gigantycznych szczurów. Pozostali bohaterowie zaniepokojeni zachowaniem Billy’ego jako pierwsi przeczuwają powrót Łupieżcy umysłów. Wątki te rozwijają się początkowo zupełnie niezależnie, jednak inaczej niż w przypadku doklejonego w poprzednim sezonie wątku „siostry” Nastki, tutaj wszystkie stanowią niezbędne elementy układanki i na koniec sezonu udowadniają, że dopiero ich połączenie umożliwia osiągnięcie sukcesu.

Choć finałowy odcinek sezonu to ponownie wielka bitwa i to w dodatku oparta na motywie z zakończenia poprzedniej części, to jednak i tutaj widać pewne odstępstwa od normy. Nastka, która do tej pory stanowiła broń pokonującą rozmaite stwory przenikające z „upside-down” tym razem przestaje być rozwiązaniem wszelkich problemów, przekładając środek ciężkości na innych bohaterów. Warto zauważyć, że o ile poprzednie sezony były zdominowane właśnie przez postać tej tajemniczej bohaterki, to tym razem zdaje się ona może nie tyle usuwać w cień, co oddawać pole do popisu innym postaciom. Ten zabieg wnosi do serialu powiew świeżości i udowadnia, że wbrew temu, co zdawały nam się komunikować poprzednie sezony, Stranger Things nie jest opowieścią o losach jednego bohatera.

Ta minimalizacja wątku Nastki ma jednak również negatywny aspekt, zwłaszcza dla tych, którzy czekali na rozwój opowieści o tajnych eksperymentach przeprowadzanych na dzieciach. Nowy sezon zupełnie nie eksploruje tego obszaru fabuły, nie daje nam żadnych odpowiedzi, ale też nie zadaje zbyt wielu nowych pytań. Tym samym bracia Duffer potwierdzili, że ich obraz nie należy do gatunku tych, które się analizuje, a które ogląda się wyłącznie dla przyjemności. A warto zauważyć, że ten sezon w jeszcze większym stopniu, niż poprzednie, stawia na ten rozrywkowy, wręcz komediowy aspekt. Co nie zawsze tej produkcji wychodzi jednak na dobre.

Pierwszy sezon serialu wabił tajemniczością, podczas gdy trzeci to już jawny pastisz filmów z lat 80. Odnajdziemy tutaj sceny silnie inspirowane scenami z Terminatora, filmami o masakrze zombie czy motywami szpiegowskimi ze złymi Rosjanami w roli antagonisty. Oczywiście tego typu „inspiracje” to żadne novum dla serialu, jednak do tej pory wprowadzane były one dość subtelnie i stosunkowo mało inwazyjnie. Tym razem są one podkręcone o 100% i sprawiają, że serial staje się odrobinę zbyt przeszarżowany i przerysowany. Najlepiej widać to na przykładzie wątku „złych Rosjan”, którzy zostali zaprezentowani jako bezwzględne maszyny do zabijania lub przygłupie „dzikusy”, które za kęs amerykańskiego burgera są w stanie zdradzić najlepiej strzeżone tajemnice. Biorąc pod uwagę czasy, w których szczególną wagę przywiązuje się poprawności politycznej, nie sposób nie stwierdzić, że twórcy chyba zbyt mocno inspirowali się mentalnością z lat 80. Nie inaczej jest również z wyjątkowo krwawymi scenami wyglądającymi niczym wyjęte żywcem z obrazów gore. Te zamiast wzbudzać w widzu niepokój, wywołują na jego ustach uśmiech.

Żeby jednak nie było tak lekko i dowcipnie, twórcy zaimplementowali w scenariuszu również poważniejsze kwestie. Tą chyba najbardziej eksploatowaną w serialu jest problem dotyczący dorastania i pojawiających się w związku z tym podziałów: pierwszy ze względu na płeć, drugi na dojrzałość. Nastka i Max stają się przyjaciółkami, które wyruszają na podbój sklepów odzieżowych w nowo powstałym centrum handlowym, a chłopcy na różne (nie zawsze trafione) sposoby, starają się zdobyć ich zainteresowanie. Mocno na tym polu wyróżnia się Will, który jako jedyny nie ma obiektu westchnień i nie rozumie zmiany głównego obiektu zainteresowań swoich przyjaciół. Twórcy do swojego dzieła wrzucili również nieco ambitniejsze wątki LGBT, traktowania kobiet czy wypierania małych sklepów przez sklepy wielkopowierzchniowe, jednak żaden z nich nie został właściwie rozwinięty i został ujęty w scenariuszu wyłącznie po to, by w nim być.

Znacznie lepiej wypada realizacja trzeciego sezonu. Tym razem akcja ma miejsce na początku lipca, a co za tym idzie twórcy wreszcie mogli wykorzystać znacznie większą paletę barw i to o większej intensywności. Te zdecydowanie dominują nad mroczniejszymi elementami, choć warto przyznać, że te zostały również dopracowane w najmniejszym szczególe. W ścieżce dźwiękowej tradycyjnie dominują hity z epoki, które doskonale podkreślają nostalgiczny charakter tej serii. Na całkiem zadowalającym poziomie plasuje się również gra aktorska. Jak już wcześniej napisałam, ten sezon daje większe pole do popisu innym bohaterom i ci doskonale je wykorzystują. Najlepiej wypada Gaten Matarazzo wcielający się w postać Dustina, a także towarzyszący mu Joe Keery (Steve). Dobrym pomysłem było zwiększenie roli Ericy (Priah Ferguson) oraz wprowadzenie do obsady Mai Hawke (Robin). Co ciekawe, wszystkie te postaci występują w tym samym wątku, co sprawia, że wyróżnia się on na tle pozostałych. Doskonale spisują się również starsi aktorzy, czyli Winona Ryder oraz David Harbour, którzy otrzymali do odegrania wiele scen o zabarwieniu komediowym. Warto jednak zauważyć, że twórcy nieco przeszarżowali rozpisując postać Hoppera, który w tym sezonie zamienia się w strzelającego do bezbronnych ludzi spadkobiercy Rambo. Wywołuje to efekt przerysowania bardziej przypominający jeden z epizodów Nagiej broni, niż dotychczasowe poczynanie braci Duffer.

Trzeci sezon Stranger Things to dość wyraźny zwrot w kierunku lekkiego i dowcipnego serialu z odrobiną akcji w tle. Nastrój horroru i tajemniczości z pierwszego sezonu zupełnie się ulotnił, co z pewnością nie przypadanie do gustu osobom, które liczyły na intrygę pokroju tej z Dark. Jednak ci widzowie, którzy traktują ten serial jako źródło rozrywki po ciężkim dniu w pracy czy lubią udawać się w sentymentalne podróże do lat dzieciństwa (chociaż wiemy, że lata ’80 w Polsce wyglądały nieco inaczej), powinni być w pełni usatysfakcjonowani. I chyba są, bo zewsząd sypią się pochwały, a nowe odcinki pobiły rekord oglądalności na Netflixie. Mi ten sezon przypadł go gustu bardziej, niż poprzedni, co nie zmienia jednak faktu, że nie jestem zadowolona z kierunku, w którym on podąża. Zdecydowanie wolałam aurę tajemniczości, od tego zmasowanego ataku aluzji do innych dzieł popkultury.

Wiemy, że powstanie czwarty sezon serialu, który zamknie opowieść o perypetiach młodzieży z Hawkins. Biorąc pod uwagę liczbę pytań, na które nie odpowiedział ten sezon, przed twórcami stoi niezwykle trudne zadanie domknięcia wszystkich wątków. Muszą również zdecydować, czy podtrzymają wesoły, pastiszowy klimat trzeciego sezonu, czy może wrócą do bardziej wyważonego tonu (co po części może sugerować dość minorowe zakończenie 3 sezonu). Dopiero po emisji zakończenia będziemy mogli jednoznacznie ocenić cały serial i stwierdzić, czy Stranger Things faktycznie zasługuje na miano tak genialnego serialu, jakim okrzyknięto go po pierwszym sezonie.

6 myśli na temat “Stranger Things #3

Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: