Mój ojciec Paweł Jasienica

Bycie ważną osobą w czasach PRL-u nie było najłatwiejsze. Zwłaszcza dla tych, którzy na każdym kroku nie przyklaskiwali ówczesnemu rządowi, a szczególnie, gdy ważyli się swoją opinię wyrażać wprost. Sianie fermentu, podważanie autorytetu partii nie było mile widziane. Lud miał w końcu wierzyć w szerzoną propagandę, która starała się ukształtować człowieka tak, by wydawało mu się, że żyje w państwie idealnym, rządzonym przez jedyną słuszną partię, a świat Zachodu to siedlisko wszelkiego zła. Nic więc dziwnego, że wprowadzono cenzurę, pilnując by żaden tekst literacki, żaden film, nie przemycił do domów Polaków treści, które stanowiłyby krytykę ustroju.

Wystarczył jeden zbyt odważnie postawiony krok, by dorobić się słynnej „teczki”. Życzliwych, którzy donosili na swoich znajomych nie brakowało, często SB specjalnie „wprowadzało” do otoczenia podejrzanych im osób „tajnych współpracowników” („TW”), którzy obserwowali ofiarę i każde wyjawione przez nią w atmosferze poufności słowo przekazywali do urzędników. Ci tylko czekali na pretekst, by zbyt prawdomównego delikwenta przyskrzynić i zaprowadzić przed oblicze sądu. A jeśli to nie wystarczyło, zawsze można było wyciągnąć jakieś niechlubne zdarzenie z przeszłości, które mogłoby skutecznie przypieczętować los takiej osoby i skutecznie ją uciszyć.

Taki los spotkał m.in. Pawła Jasienicę, historyka i pisarza, autora wielu publikacji dotyczących dziejów naszego państwa. Takie pozycje jak Polska Piastów (1960), Polska Jagiellonów (1963) czy Rzeczpospolita Obojga Narodów (1967–1972) do dziś cieszą się ogromną popularnością nie tylko dla tego, że w sposób przystępny prowadzą czytelnika po meandrach polskiej historii, ale również ze względu na swój publicystyczny charakter, który wykraczał daleko poza zwykłe spisanie wydarzeń minionych lat. Jednak niewiele jego czytelników wie, że aktywność historyka wykraczała daleko poza przeczesywanie starych archiwów, a sam autor był w latach 60. solą w oku polskiego rządu.

Znalezione obrazy dla zapytania paweł jasienica

O losach tego niepozornego historyka dowiemy się z książki Mój ojciec Paweł Jasienica autorstwa jego córki Ewy Beynar-Czeczott. Autorce udało się spisać nie tylko biografię ojca, ale również uchwycić pewien wyimek z historii Polski, która z intelektualnego raju przeistoczyła się w autorytarne piekło.

Paweł Jasienica, a tak naprawdę Leon Beynar, doświadczył największych zmian w historii XX-wiecznej Polski. Urodził się w 1909 r. w Symbirsku (dziś rosyjski Uljanowsk), skąd na teren odrodzonej Polski trafił dopiero w 1920 r. Po zahaczającej o Kijów i Warszawę tułaczce osiadł na Wileńszczyźnie, gdzie ukończył gimnazjum, studiował historię oraz założył rodzinę. Ten sielankowy krajobraz wypełniała nauka (choć za czasów szkolnych Beynar nie był wcale wzorowym uczniem) oraz beztroskimi wypadami za miasto (był członkiem „Klubu włóczęgów”, podobnie zresztą jak jego młodszy o 2 lata kolega Czesław Miłosz). Warto wspomnieć, że eskapady te niekoniecznie przypominały grzeczną wyprawę kółka naukowego, a bardziej zakrapiane harce na łonie natury. Czas ten bezpowrotnie przerwał wybuch II wojny światowej, który zmusił ówczesnych „młodych dorosłych” do nagłego wydoroślenia. Wówczas Beynar pozostawił swoją żonę i małą córeczkę i wstąpił w szeregi Armii Krajowej. Ten moment stanowił cezurę nie tylko w historii Polski, ale również w jego życiu.

Fatalny ciąg zdarzeń zaczął się niepozornie. Ot zwykła walka z nieprzyjacielem w obronie ojczyzny, jedna z wielu podobnych, które toczyły się wówczas na terenie okupowanej ojczyzny. Problem zrodził się w momencie, w który wróg, do którego się jeszcze wczoraj strzelało, stał się „wybawicielem” i zajął się zaprowadzaniem porządku z powstającym z gruzów państwie – łącznie z wyrównywaniem rachunków z okresu wojennego. Pech chciał, że działający na froncie wschodnim Jasienica pod koniec wojny wstąpił w szeregi osławionej bandy Łupaszki (w skład której wchodziła również słynna Inka). Organizacja ta w czasach komunistycznej propagandy traktowana była jako grupa dokonująca napadów terrorystyczno-rabunkowych, a jej przywódca (Zygmunt Szendzielarz) zwany był „krwawym hersztem wileńskich bandytów”. Na większości członków „bandy” został wykonany wyrok śmierci, jednak Jasienica, po kilku miesiącach spędzonych na przesłuchaniach w areszcie, został zwolniony. Choć za wstawiennictwem Stowarzyszenia PAX udało mu się uniknąć najgorszych konsekwencji, od tej pory już na zawsze pozostał na celowniku UB/SB.

Podobny obraz

Mój ojciec Paweł Jasienica skupia się głównie na opowiedzeniu osobistej batalii Jasienicy z systemem, którą toczył praktycznie do swojej śmierci.  To opowieść o toczeniu nieustannej walki o wolność słowa, o życiu wśród ludzi, co do uczciwości których nie można było mieć nigdy pewności. Bo choć aresztowanie odcisnęło na Beynarze swoje piętno, to jednak ten niezłomnie sprzeciwiał się ograniczaniem swobody obywateli, szczególnie literatów. Bój o zniesienie cenzury, podpisanie słynnego Listu 34, zaangażowanie w proces Melchiora Wańkowicza (oskarżonego o współpracę z Radiem Wolna Europa) czy spotęgowane protesty w 1968 przypłacił usunięciem ze Związku Literatów Polskich oraz zakazem wydawania jego publikacji w pierwszym obiegu. Jego nazwisko przez lata było szkalowane, co prawdopodobnie odbiło się negatywnie na stanie jego zdrowia. Autorka przytacza zapiski ojca, jego korespondencję oraz inne dokumenty, które jeszcze dobitniej podkreślają, jak bardzo okrutny był to czas, szczególnie dla tych, którzy chcieli swobodnie wygłaszać swoje opinie – zwłaszcza, jeśli odbiegają od głoszonej propagandy. Jednak prawdziwą perełką jest ostatni rozdział książki, w którym autorka przeczesuje zasoby IPN szukając informacji o ojcu. To, czego dowiaduje się z odtajnionych akt mrozi krew w żyłach i zaskakuje, pokazując stopień, do którego skłonne było posunąć się wówczas SB.

Choć Ewa Beynar-Czeczott skupia się głównie na pokazaniu przepychanki Jasienicy z władzą, to jednak w jej książce znalazło się również miejsce na udokumentowanie tej bardziej rodzinnej, prywatnej strony pisarza, a także na wplecenie kilku wątków autobiograficznych. Autorka dużo miejsca poświęca na oddanie klimatu lat, w których żył jej ociec, mocno kontrastując ze sobą beztroskie lata młodości ojca, gdy w II RP kwitła swoboda intelektualna oraz nieco bardziej siermiężne lata PRL-u. Opisuje wspólne wycieczki po dzikich Bieszczadach (zauroczył mnie opis wsi rozrzuconej po obu brzegach Soliny, której mieszkańcy przechodzili przez rzekę… na szczudłach), kupno pierwszego samochodu czy kolejne przeprowadzki (co było nie lada wydarzeniem, ponieważ o mieszkanie wówczas łatwo nie było). Pojawiają się anegdoty towarzyskie, bo Jasienica, choć skonfliktowany z władzą, miał liczny krąg znajomych, do których należał m.in. Kazimierz Orłoś czy Władysław Bartoszewski.

Mój ojciec Paweł Jasienica to książka opowiadająca o człowieku, który przez całe swoje dojrzałe życie walczył o wolność: czy to na froncie z naładowaną bronią w ręku, czy na papierze za pomocą otwartych listów czy rozważań w swoich esejach. To opowieść smutna, pokazująca jak bezwzględny jest system wobec tych, którzy nie chcą się podporządkować. To niezwykle przystępnie napisana książka, po którą powinien sięgnąć każdy, kto chciałby się dowiedzieć więcej o specyfice ówczesnych metod inwigilacji i zajrzeć za kulisy kilku głośnych spraw PRL-u. To również przestroga, by nigdy nie dopuścić do powrotu rządów autorytarnych.

Reklamy

10 myśli na temat “Mój ojciec Paweł Jasienica

Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: