Jak tu nie zwariować? 

Szlachetne zdrowie, 
Nikt się nie dowie, 
Jako smakujesz, 
Aż się zepsujesz. 

Zwykle troszczymy się o swoje zdrowie fizyczne. Chodzimy do lekarza, poddajemy się różnorakimi badaniom i zabiegom, by zapewnić naszemu ciału jak najdłuższą i najbardziej efektywną sprawność. Układ po układzie sprawdzamy wydolność naszego organizmu, robiąc wszystko, by posłużył nam przez długie lata.

Troszczymy się jednak wyłącznie o to, co widzialne, namacalne. O to, co możemy poczuć, zobaczyć na usg czy rentgenie. Zapominamy jednak o trosce o zdrowie psychiczne, które wielokrotnie ma niebagatelny wpływ na jakość naszego życia, może je utrudniać bardziej, niż złamana kończyna i w skrajnych przypadkach, również stanowić zagrożenie dla naszego życia. Sfera psychiki pozostaje dla nas tematem tabu, o którym nie lubimy nie tylko rozmawiać, ale staramy się również zbytnio o nim myśleć.

Bethlem Royal Hospital

W tej niechęci do diagnozowania i leczenia chorób umysłu nie ma nic dziwnego. Od dawnych lat osoby cierpiące na zaburzenia psychiczne były traktowane jak odmieńcy, niosąc ze sobą zarówno pozytywne, jak i negatywne skutki. Zdarzało się, osoby cierpiące np. na schizofrenie uważane były za mediatorów pomiędzy światami, którzy widzą więcej i potrafią wieszczyć. Otaczano ich specjalnym szacunkiem, takim samym, jak charyzmatycznych szamanów czy proroków, którzy albo posiadali wyjątkowo bujną wyobraźnię, albo wspomagali się środkami odurzającymi przywołującymi wizje. Jednak znacznie częściej chorzy skazani byli na ostracyzm, szczególnie ci, których dolegliwości manifestowały się w sposób nieoczekiwany, gwałtowny, agresywny. Uważano, że osoby te zostały opętane przez siły nieczyste, stąd jedynym lekarstwem na ich dolegliwości było przeprowadzenie egzorcyzmów.

Choć pierwszy szpital psychiatryczny powstał w XIII w. (Bethlem Royal Hospital w Londynie), to jednak wbrew swojej nazwy początkowo nie pełnił on funkcji leczniczej. Był on (podobnie jak wiele innych podobnych instytucji powstających w Europie) raczej przytułkiem, którego głównym celem było odizolowanie chorych (wielokrotnie stanowiących zagrożenie dla innych) od reszty społeczeństwa, swoją funkcją i panującymi warunkami przypominając bardziej więzienie, niż ośrodek leczniczy. Chorzy traktowani byli jak przedmioty, często bywali skuci łańcuchami (później wyłącznie kaftanami), a z biegiem czasu zaczęli być poddawani naukowym eksperymentom, które dla wielu kończyły się śmiercią.

Szpitale psychiatrycznie nie cieszyły się zatem zbyt dobrą sławą i z czasem zaczęły stanowić kanwę dla opowieści grozy. Obłęd połączony z drastycznymi metodami „leczenia” (zimne prysznice, elektrowstrząsy) wzbudzał powszechny strach. Sytuacja ta zaczęła ulegać zmianie dopiero w połowie XX w., kiedy to na rynku pojawiły się leki, umożliwiające faktyczne leczenie chorego, głównie poprzez łagodzenie stanów psychozy. Wówczas szpital stał się miejscem, w którym faktycznie odbywa się leczenie, a chory, po zakończeniu okresu obserwacji, wychodzi do domu. Co więcej, dziś do szpitala trafiają jedynie chorzy w sytuacjach zagrażających życiu (własnym lub innych), lżejsze przypadłości kończą się na etapie wizyty w gabinecie psychiatry.

Znalezione obrazy dla zapytania lot nad kukułczym gniazdem
Lot nad kukułczym gniazdem to jeden z najsłynniejszych filmów ukazujących specyfikę leczenia w szpitalu psychiatrycznym

Ten postęp w psychiatrii nie tylko zrównał zaburzenia psychiczne z dolegliwościami ciała, ale również zwiększył świadomość ich istnienia wśród populacji. To, co było niegdyś tematem tabu, dziś stanowi element życia codziennego, a w niektórych przypadkach staje się wręcz powodem do dumy. Wystarczy w wyszukiwarce na youtube wyrażenia „stany lękowe” czy „borderline”, by zobaczyć jak wiele, głównie młodych osób, opowiada o swojej „przygodzie” z zaburzeniami. Gros osób twierdzi, że przynajmniej raz w życiu przeszło przez epizod depresji, obwiniając o to stresujący tryb życia.

Ale czy taka jest prawda? Czy faktycznie teraz więcej osób cierpi z powodu chorób psychicznych?

Na to pytanie oraz na wiele innych stara się odpowiedzieć doktor Edward Krzemiński, w książce Jak tu nie zwariować? Na herbatce u psychiatry. W wywiadzie przeprowadzonym przez Irenę Stanisławską ten wieloletni dyrektor szpitali psychiatrycznych tworzy obraz stanu psychiki współczesnych Polaków, odpowiadając na najbardziej nurtujące pytania dotyczące swojej profesji. I choć pierwszy rozdział zawiera silne wątki biograficzne (doktor opowiada nie tylko o swoich pierwszych krokach w zawodzie psychiatrii, ale wspomina również uczestnictwo w słynnym teatrze studenckim Bim-Bom, którego członkiem był m.in. Zbigniew Cybulski), to jednak pozostałe rozdziały stanowią wgląd w ciemne zakamarki ludzkiego umysłu, pochylając się nad takimi chorobami jak schizofrenia, depresja, choroba dwubiegunowa czy borderline.

Znalezione obrazy dla zapytania tworki
Szpital psychiatryczny w Tworkach

Doktor Krzemiński wszedł w świat psychiatrii w dość przełomowym momencie w jej dziejach, doświadczając starego porządku i obserwując zachodzące powoli zmiany w podejściu do kwestii „leczenia” chorych. W rozmowie opowiada m.in. o historii słynnego szpitala w Tworkach (w którym pełnił niegdyś funkcję dyrektora) oraz tłumaczy zasadność wykorzystywania w leczeniu tak prymitywnych metod, jak zimne prysznice czy elektrowstrząsy (choć stosowania ich nie pochwala). Na przykładach opisuje kolejne jednostki chorób i zaburzeń, tłumacząc jak rozpoznać ich objawy i jakie działania należy powziąć, gdy już zidentyfikujemy problem tego typu w naszym otoczeniu.

Doktor stawia dwie niezwykle ważne tezy. Po pierwsze, jak już wspominałam powyżej, dzięki najnowszym osiągnięciom medycyny w większości przypadków z chorobą psychiczną można normalnie funkcjonować. Rola ośrodków psychiatrycznych uległa zmianie: dawniej służyły one odizolowaniu chorych, dziś mają umożliwić jak najszybsze włączenie do społeczeństwa. Osoba cierpiąca na schizofrenię może normalnie pracować, pod warunkiem, że przyjmuje lekarstwa i jest pod stałą opieką lekarza. Podpytywany przez Stanisławską wyjaśnia, jak wygląda leczenie chorób, pokazując, że dziś wygląda ono tak samo, jak leczenie każdej innej znanej nam jednostki chorobowej. Problemem jest jednak ciągły brak możliwości wyleczenia większości chorób psychicznych oraz braku skutecznego zdiagnozowania przyczyny ich powstawania. Można jedynie przypuszczać, że być może niektórzy mają podatność na zapadanie na daną przypadłość, u innych mogły one powstać w przypadku nawarstwienia się pewnych wydarzeń z przeszłości, mówi się również o możliwości przekazywania ich w genach.

Drugi wniosek już w mniejszym stopniu napełnia optymizmem: o ile osoba chora może funkcjonować w miarę normalnie, tak już życie z nią niekoniecznie jest usłane różami. I to już nawet nie chodzi o poważne schorzenia, ale nawet o pewne odchylenia na tle osobowości. Doktor Krzemiński jasno stwierdza, że „nie ma żadnej szansy (żadnej terapii czy leku), żeby człowiekowi zmienić osobowość”, więc wizja spędzenia całego życia z paranoikiem czy narcyzem może nie należeć do tych szczególnie atrakcyjnych.  Dobrą informacją jest jednak to, że w obecnych czasach często wyolbrzymiamy nasze dolegliwości, traktując zwykły nastrój przygnębienia, jako poważną depresję czy brak pewnej „ogłady osobistej” jako bordeline. Złą jest jednak to, że niezwykle trudno jest zorientować się, czy dana osoba ma jakiś problem – przeważnie spostrzegamy to, gdy jesteśmy zbyt mocno zaangażowani w relację z nią, by wyzwolić się z tej relacji.

depression-2912404_1280.jpg

Dlaczego się tak dzieje? Jak tu nie zwariować to doskonały przewodnik po meandrach ludzkiej psychiki, który obnaża większość mechanizmów rządzących psychiką osób zaburzonych. I choć niektóre poglądy doktora Krzemińskiego są dość kontrowersje (jak np. to, że wcześniaki są  bardziej podatni na problemy psychiczne, ponieważ nie wykształciła się jeszcze ich osobowość czy że intensywny tryb życia kobiet w ciąży przekłada się na nadpobudliwość potomka), to jednak pozostałe informacje zgromadzone w tej stosunkowo niewielkiej, acz treściwej publikacji są niezwykle przydatne i pozwalają lepiej zrozumieć tych, którzy borykają się z problemami na tle psychiki.

Jedno jest pewne: czytając tę książkę każdy poczuje, że coś mu dolega. Ale spokojnie, po pierwsze, nie ma ludzi w 100% normalnych, po drugie, od pewnych cech charakteru do zaburzeń osobowości jest całe szczęście daleka. Jeśli jednak obawiacie się, że Wasze zachowanie (lub zachowanie Waszych bliskich) odbiega od normy, nie bójcie się odwiedzić psychiatry. Dziś, jak już wspomniałam, z problemami psychicznymi można żyć, pod warunkiem, że stosujemy odpowiednie leczenie.

Reklamy

8 myśli na temat “Jak tu nie zwariować? 

Dodaj własny

  1. A mnie się wydaje, że w dzisiejszych czasach jest po prostu coraz większa świadomość problemu, stąd tak często słychać o depresji, co nie oznacza, że wcześniej ludzie depresji nie mieli. Po prostu nie wiedzieli, że można to leczyć, a też wielokrotnie po porstu wstydzili się tego, więc nie mówiło się głośno. Świetny wpis, chętnie sięgnę po książkę po więcej!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: