Czarownice z Manningtree

Słowo „czarownica” od lat pociąga za sobą negatywne konotacje. Gdy tylko je słyszymy, przed naszymi oczyma materializuje się starsza, przygarbiona kobieta, pomarszczona, z siwymi, przetłuszczonymi włosami upchniętymi pod szpiczastym kapeluszem. Jej oblicze zdobi długi, haczykowaty nos oraz wiele brodawek porośniętych meszkiem. Jej nierozłącznym atrybutem był czarny kot, kocioł, w którym warzyła przeróżne mikstury oraz środek transportu w postaci uniwersalnej miotły. Czarownica śmiała się szyderczo i wystarczyło, by na kogoś krzywo spojrzała, a ten zapadał na różnego rodzaju dolegliwości.

Czarownice znamy głównie z bajek, w których zawsze siały ferment: truły, rzucały uroki i życzyły wszystkim tego, co najgorsze. Ich przeciwniczkami były wróżki, które (z niewielkimi wyjątkami) czyniły dobro i otaczały opieką ludzi, często ziszczając ich marzenia. I o ile postać wróżki jest czysto fikcyjna (dziś tym mianem określa się kobiety, które rzekomo posiadają dar przepowiadania przeszłości), tak czarownice były postaciami jak najbardziej realnymi. Od najdawniejszych czasów otaczają nas czarownice (wcześniej zwane wiedźmami), kobiety, które posiadały umiejętności magiczne pozyskane wskutek… podpisania paktu z diabłem. Czary oraz szeroko pojęta magia były (i są) traktowane w religii chrześcijańskiej bowiem jako wpływ sił nieczystych, sił piekielnych, a zatem czymś działających w kontrze z naukami kościoła i ostatecznie z samym Bogiem.

Kościół nie mógł tolerować takich praktyk i postanowił rozprawić się z czarownicami wytaczając im procesy o czary. Nie były to jednak mniej lub bardziej kulturalne dysputy prowadzone na sali sądowej – ludzie byli wówczas znacznie bardziej kreatywni i do osądzania oskarżonych stosowali  metody zaczerpnięte ze średniowiecznych ordalii (tzw. sądu bożego). Kobiety poddawane były różnego rodzaju próbom np. próbie wody, podczas której zanurzano delikwentkę w wodzie i obserwowano, czy tonie. Jeśli tak – oznaczało to, że jest niewinna, jeśli nie – oskarżenie jest słuszne. Teoretycznie człowiek powinien tonąć, jednak wiele kobiet od pójścia na dno chroniły obszerne spódnice, które utrzymywały je na powierzchni wody, świadcząc jednocześnie o ich winie. Takie kobiety skazywane były na karę śmierci poprzez spalenie na stosie lub zawiśnięcie na szubienicy.

Znalezione obrazy dla zapytania palenie czarownic

Dziś, w XXI w., w większości przypadków zdajemy sobie sprawę z tego, że czarownice nie istnieją. Kobiety, które były mordowane w ramach tzw. polowań na czarownice, były albo chore umysłowo (stąd ich dziwne „obłąkane” zachowanie), albo pałały się ziołolecznictwem, albo znalazły się zwyczajnie w złym miejscu o niewłaściwym czasie. Znaki charakterystyczne, o których wspominałam na początku, nie były wymysłem pisarzy, ale faktycznie uważano, że kobieta posiadająca moce magiczne ma właśnie tego typu urodę. Brodawki, pieprzyki i wszelkiego rodzaju znamiona uznawane były za dowód na… spółkowanie z diabłem. Fantazja ludzi w minionych wiekach nie miała granic. I choć te „przesądy” wydają się być zaczerpnięte żywcem ze wczesnego średniowiecza, to paradoksalnie na tak kreatywne pomysły wpadano najczęściej pomiędzy XV a XVII wiekiem. Ostatnią osobą straconą za „czarostwo” w Europie była… Polka, Barbara Zdunk, która spłonęła na stosie w miejscowości Reszel w 1811 r.

Choć dziś (przynajmniej na naszym kontynencie), w czarownice nikt już nie wierzy, to wciąż chętnie skupiamy na tym „zjawisku” swoją uwagę. Kobiety te stanowią przeważnie element świata fantasy (w złym lub dobrym ujęciu), choć zdarzają się i powroty do faktycznych wydarzeń historycznych, do polowań na czarownice. Jest to temat szczególnie hołubiony przez kino feministyczne, pokazujące bezradną kobietę, która nie miała prawa głosu w konfrontacji z władczym mężczyzną.

Wątek ten porusza również książka Czarownice z Manningtree Beth Underdown. W swojej debiutanckiej powieści Brytyjka powraca do XVII w., w którym to wciąż odbywały się polowania na niewinne kobiety, które masowo oskarżano o czarostwo. Jednak zamiast skupić się na nich, autorka większy nacisk kładzie na zbadanie psychiki osób, które za takimi procederami stali.

Podobny obraz

Akcję śledzimy oczami Alice Hopkins, świeżo owdowiałej kobiety, która ze wzgląd na swoją sytuację materialną została zmuszona do powrotu w rodzinne strony i zamieszkania u boku brata. Wkrótce po przyjeździe dowiaduje się, że jej brat się zmienił i z cichego młodzieńca stał się pogromcą czarownic. Matthew to człowiek, który nie tylko pogrążony w religijnym marazmie pała nienawiścią do osób prawdopodobnie praktykujących magię, ale przede wszystkim do kobiet. Płeć piękna jest traktowana nie tylko przez niego, ale również przez wielu innych mężczyzn, jako „gorszy sort”, przedmiot, który powinien znać swoje miejsce w szeregu. Kobieta ma bowiem usługiwać mężczyźnie, powinna być mu we wszystkim posłuszna, a nie mieć czelność wyrażać własne zdanie czy działać wedle własnego widzimisię.

Alice od momentu powrotu do domu nie zamierza pozostać bierna wobec zastanej sytuacji. Jej zadaniem będzie przede wszystkim cicha dywersja działaj Matthew, ochrona kobiet przed bezsensownym posądzeniem o czary czy o przetrwanie przesłuchań. Nie jest to kwestia zupełnie bezinteresowna, ponieważ w gronie zagrożonych znajduje się m.in. matka jej zmarłego męża. Z drugiej strony zaczyna prowadzić śledztwo mające na celu wybadanie pewnego zdarzenia z przeszłości, w wyniku której jej brat wpadł do ognia i został dotkliwie poparzony. Jak się można łatwo domyślić, na światło dzienne zaczynają wychodzić szokujące fakty z historii rodziny, które zmieniają obraz rodziny, jak wykształciła sobie Alice w dzieciństwie.

Underdown nie bawi się jednak w psychologa, który racjonalnie ocenia psychikę swoich bohaterów. Autorka toczy swoją opowieść w wyjątkowo ciasnym, dusznym, klaustrofobicznym świecie, rodem z powieści gotyckich. Nie brakuje tutaj elementów magicznych, nadprzyrodzonych i budzących grozę. I choć nasza główna bohaterka wydaje się być osobą trzeźwo myślącą, to jednak są momenty, w których i ona zaczyna wątpić. Sam dom, w którym przyszło jej zamieszkać, jak również jej rodzinna posiadłość, wyglądają jak wzięte z horrorów, a postacie, które się tam pojawiają, jak i rozgrywające się w tych miejscach zdarzenia również zdają się być dość osobliwe. Dodajmy tylko, że cała opowieść zdaje się być mocno zakorzeniona we wspomnianym już szaleństwie. Nie brakuje tutaj również scen brutalnych, choć autorka stara się nie epatować przemocą fizyczną na kartach swojego debiutu. Znacznie bardziej interesuje ją przemoc psychiczna.

Znalezione obrazy dla zapytania polowanie na czarownice

Jednak o ile świat przedstawiony jest niczym ten wyjęty z romantycznych powieści, tak sposób prowadzenia narracji przypomina raczej tok rozumowania współczesnego człowieka, który we wszystkim dopatruje się logiki. Jednak tym, co mnie najbardziej w tej powieści urzekło, jest sposób relacjonowania tej opowieści: wyjątkowo chłodny i wyzuty ze zbędnych emocji. Jeśli taki sposób prowadzenia opowieści nas dziwi, to radzę poczekać do końca, bowiem zakończenie wiele wyjaśnia.

Na koniec warto zaznaczyć, że książka ta została poniekąd oparta na faktach. Postać Matthewa „pogromcy czarownic” istniała i pozostały po niej szczątkowe informacje. Underdown zainspirowana postacią, która doprowadziła do śmierci tak wiele kobiet, ta postanowiła uczynić z niej bohatera swojej powieści, dopisując jej historie i dodając do niej wiele dramatyzmu. Sama książka została wzbogacona o fragmenty prawdziwych dokumentów, co pozwoli nam lepiej zobrazować sobie, że tych kilka wieków temu faktyczne polowania miały miejsca i wyglądały one mniej więcej tak, jak to podaje nam autorka. Dodatkowo otrzymujemy również rys historycznego tła (wojna domowa, konflikt pomiędzy protestantami a katolikami), który pomoże lepiej wczuć się w klimat tamtych wydarzeń. Warto jednak zaznaczyć, że autorka nie wdaje się w zbytnie szczegóły jeśli chodzi o przywoływane wydarzenia, dlatego warto sobie co nieco o nich doczytać.

W ten sposób otrzymaliśmy powieść udaną i porównania do Opowieści podręcznej nie są zupełnie pozbawione podstaw. Co prawda warsztat pisarski  Underdown nie jest tak wyśmienity jak Atwood, ale książka debiutantki ma jedną przewagę nad opowieścią starszej koleżanki: nie kreuje świata, ale go odtwarza. Nie jest to kolejna opowieść o czarownicach, ale przede wszystkim o kobietach, o ich pozycji w świecie zdominowanym przez psychopatycznego mężczyznę (żeby nie było – nie każdy mężczyzna występujący w tej książce jest zły, tak, jak i nie każda kobieta jest dobra). Czytając tą smutną (choć o dość zaskakującym zakończeniu) powieść możemy nie tylko odrobić lekcję historii, ale również wziąć ją sobie za przestrogę. Historia bowiem lubi zataczać koło i nic dziwnego, że w momencie, w którym kobieta jest niemal na równi praw z mężczyzną, wizja powrotu do stanu praktycznie niewolniczego wydaje się tak bardzo przerażająca.

Reklamy

13 myśli na temat “Czarownice z Manningtree

Dodaj własny

  1. O, to coś dla mnie. Czarownice bowiem istnieją tylko w innym wymiarze niż to ogólnie jest przyjęte. Wiedźmy posługujące się różną wiedzą np. zielarską, medycyną niekonwencjonalną, energią itp. jest tego dużo, też istnieją 🙂 Tak naprawdę za to właśnie były palone i zgładzane. Do tego jak posiadały jakieś znamię to już w ogóle przechlapane.

    Polubienie

  2. Lubię, gdy w książkach aspekt psychologiczny jest dobrze zarysowany. W przypadku tej książki raczej nie powinnam być rozczarowana, a i tematyka powieści wydaje się intrygująca.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: