Dobry tłuszcz

Ostatnimi czasy co raz uważniej zwracamy uwagę na to, co jemy. Z mediów raz po raz dochodzą do nas rewelacyjne doniesienia ze świata nauki dotyczące tego, co jeść należy, a co najlepiej wyrugować ze swojego jadłospisu. Jak w kalejdoskopie zmieniają się zalecane ilości spożywanych pokarmów i godziny, w których jeść powinniśmy.

Przechodziliśmy już przez zalecenie, że po 18 jeść nie można. Że nie można jeść 3 godz. przed snem. Że należy przyjmować koniecznie 5 posiłków dziennie. Powinniśmy jeść 3 posiłki. Że pomiędzy dużymi posiłkami podjadać nie można. Że podjadać można, ale zdrowo. Była modna dieta śródziemnomorska, Kwaśniewskiego, Atkinsa, Dukana, wegetariańska, peleo, wegańska czy witariańska. Superfoods, zioła i suplementy. Wszystko miało być genialne, wszystko miało nam pomóc żyć zdrowo (i stracić kilogramy). Każda z tych diet miała zalety, ale również i wady, o których media donosiły dopiero w momencie, gdy szał na dany sposób żywienia mijał.

W większości przypadków diety zalecały obniżenie spożycia tłuszczy, większość z nas również podświadomie stosowała takie zabiegi, tworząc bezpośredni związek pomiędzy tkanką tłuszczową, a spożywanym tłuszczem. Z dwojga złego wybierano tłuszcze roślinne, które były postrzegane jako „lżejsze” i zdrowsze od tych pochodzenia odzwierzęcego. Częściej do smażenia wybierano olej rzepakowy, niż stary dobry smalec, a na kromce chleba lądowała stosunkowo niedroga margaryna. Czar prysł w momencie, w którym udowodniono, że o ile tłuszcz roślinny sam w sobie jest zdrowy, to podczas obróbki nie tylko traci właściwości, ale zaczyna negatywnie działać na nasze zdrowie. Problem stał się tym większy, że tzw. tłuszcze trans czy utwardzone (w tym najsłynniejszy olej palmowy) dodawane są praktycznie wszędzie. Nic więc dziwnego, że wizerunek tłuszczu w oczach ludzi stał się prawdziwie negatywny i wszyscy zaczęli wystrzegać się go jeszcze bardziej, niż wcześniej.

Podobny obraz

Strach przed tłuszczem kompensowaliśmy węglowodanami. I nie mówię tutaj o ociekających kremem (nota bene również zawierającym tłuszcz) ciastkach, karmelowych batonikach czy czekoladzie o smaku oreo. Nie trzeba być specjalistą, by wiedzieć, że te „bomby” cukrowe do najzdrowszych nie należą i kalorie, które za ich pomocą dostarczamy do naszego ciała, równają się porządnej porcji obiadowej, nie niosąc za sobą przy tym żadnych witamin czy mikroelementów. Mam na myśli produkty, które powszechnie uważane są za neutralne lub zdrowe: makaron, ryż, pieczywo, warzywa czy owoce. Taka zamiana była podyktowana również pewnymi odgórnymi zaleceniami: gdy spojrzymy na nową piramidę żywienia, od razu zauważymy, że to właśnie te produkty są u jej podstawy, co oznacza, że to właśnie na ich podstawie powinniśmy konstruować nasze jadłospisy. Na stoły wjechały więc kasze, ryż, płatki owsiane okraszone warzywami oraz owocami, okazjonalnie z odrobiną chudego mięsa, choć w erze silnej popularności diety wegańskiej ten ostatni dodatek stał się rzadkością.

Jednak światło dzienne ujrzała kolejna naukowa rewelacja: otóż tyjemy nie tyle od tłuszczy, co od… węglowodanów. Co więcej, dieta uboga w tłuszcz wpływa negatywnie na nasz stan zdrowia, upośledzając m.in. metabolizm komórek. Zatem zamiast go unikać, powinniśmy wprowadzić tzw. „zdrowe tłuszcze”, czyli produkty naturalne, które nie zostały poddane przetwórstwu.

Co raz częściej dietetycy zaczęli eksperymentować z regulowaniem relacji węglowodany:białko:tłuszcz w żywieniu człowieka. Skoro cukry są dla nas szkodliwe, to logicznym jest, że powinniśmy zmniejszyć ich udział w diecie. Analogicznie, skoro tłuszczy jemy za mało, to należy zwiększyć ich dzienne spożycie? Co więcej, dowiedziono, że redukcja spożycia węglowodanów oraz zwiększenie udziału tłuszczy nie tyko nie spowoduje przyrostu wagi, a wręcz przeciwnie – przestawi organizm na spalanie tłuszczy doprowadzając ostatecznie do spadku masy ciała. Tak powstała dieta ketogeniczna, która polega na wprowadzeniu organizmu w stan ketozy, czyli procesu, w którym będą trawione ketony znajdujące się w tłuszczu, a nie – jak ma to miejsce do tej pory – węglowodany.

nuts-2019669_1920.jpg

O takim sposobie żywienia pisze m.in. dr Joseph Mercola w swojej książce Dobry tłuszcz, na kartach której promuje Mitochondrialną Terapię MetaboliczonąTerapia ta polega przede wszystkim na optymalizacji pracy mitochondriów i ochronie mitochondrialnego DNA przed uszkodzeniami, poprzez zmianę diety na przytoczoną powyżej wysokotłuszczową. Autor deklaruje, iż w ten sposób unikniemy wielu chorób, w tym przede wszystkim tych o podłożu nowotworowym. Poza tym, stosowanie tego rodzaju diety ma wywołać spadek produkcji insuliny, co może pomóc w radzeniu sobie z insulinoopornością czy wręcz z cukrzycą typu II. Co ciekawe, dieta ta pierwotnie stosowana była w przypadku leczenia… padaczki.

Doktor Mercola dokładnie i w przystępny sposób tłumaczy procesy chemiczne zachodzące w naszych organizmach, w którym główną rolę odgrywają mitochondria oraz wolne rodniki a także cukry i tłuszcze. I jeśli mam być szczera, robi to na tyle sugestywnie, że udało mu się mnie przekonać, że tłuszcze są naszemu organizmowi niezbędne i jeśli ktoś jeszcze w to wątpi, to powinien niezwłocznie sięgnąć po tę książkę. Ciekawostką są również przytoczone przez niego opisy dwóch spraw z historii dietetyki: dotyczącej niegdyś popularnego tłuszczu Crisco, który okazał się być szkodliwy oraz diety śródziemnomorskiej, która choć uważana jest za wzór żywienia, to okazuje się być daleka od ideału.

A jak jest zatem z dietą proponowaną przez autora? Na pierwszy rzut oka wydaje się być rozwiązaniem idealnym, bo i tak je przedstawia autor. Jemy normalnie, z tym wyjątkiem, że zmniejszamy w posiłkach udział węglowodanów, a zwiększamy udział tłuszczy. Oczywiście nie oznacza to, że z radością witamy na naszych stołach golonkę, którą zagryzamy kiełbasą (nawet tą bio). Do tej pory nie wspominałam bowiem o innym składniku odżywczym, jakim jest białko. I tutaj nadszedł czas na dość smutną wiadomość: w przeciwieństwie do diety paleo czy Atkinsa, białko nie jest mile widziane w diecie ketogenicznej, a co za tym idzie, nie możemy pozwolić sobie na zbyt duże szafowanie mięsem (które, jak wiemy, jest jego bogatym źródłem). Mercola uzasadnia ten fakt negatywnym wpływem tego składnika odżywczego na stan mitochondriów.

olive-oil-968657_1920.jpg

Co zatem powinniśmy jeść? Wyjadać łyżką olej kokosowy (bio) ze słoika? Cóż, choć autor sugeruje takie rozwiązanie jako formę przekąski czy „słodzenie” kawy masłem (zwłaszcza, gdy dopadnie nas ochota na „coś słodkiego”), to jednak poza tym ekscesem nie jest aż tak tragicznie. Na kartach Dobrego tłuszczu znajdziemy kompletną listę produktów, które powinniśmy przyjmować, a których raczej powinniśmy unikać. Owoce (z kilkoma wyjątkami) są raczej nierekomendowane, natomiast już znacznie szerszy wybór otrzymujemy w przypadku warzyw, które mają być w diecie nie tyle nośnikiem witamin i mikroelementów, co błonnika. Jeśli chodzi o białko, to warto je czerpać z ryb i owoców morza (znajdziemy tutaj niezwykle przydatne rozgraniczenie gatunków ryb pod względem zawartości rtęci) oraz nabiału (choć i tutaj znajdziemy listę produktów zakazanych).

A skąd czerpać ten magiczny tłuszcz, który ma być podstawą naszej diety? Mercola powołuje się głównie na tłuszcze roślinne (te nieutwardzone), jajka oraz orzechy i pestki, które są wciąż niedocenianym składnikiem naszej diety (choć powoli dostrzegane przez lekarzy: ja kiedyś otrzymałam lekarskie zalecenie jedzenia orzechów brazylijskich, jako sposób na zniwelowanie niedoboru selenu). Każdy wybór składnika diety autor wnikliwie uzasadnia, ukazując jego pozytywny wpływ na funkcjonowanie naszego organizmu, ale nie kryjąc również pewnych „defektów” danego produktu – ideałów bowiem nie ma.

Autor w Dobrym tłuszczu wprowadza nas krok po kroku w arkana Mitochondrialnej Terapii Metabolicznej. Od przedstawienia teorii, aż po praktyczne wskazówki. Pokazuje różne wariacje diety (od najłagodniejszej, po najbardziej radykalną), różne rodzaje postów (tak, te są obecne i w tym przypadku), podpowiada w co wyposażyć swoją kuchnię (a co z niej usunąć), a nawet jakie badania należy przeprowadzić przed przystąpieniem do Terapii i w jej trakcie (przygotujcie się na codzienne badanie poziomu glukozy). Otrzymujemy wręcz gotową checklistę spraw do załatwienia w początkowej fazie Terapii, co jest niezwykle przydatne i sprawia, że o niczym nie zapomnimy. Reasumując: Dobry tłuszcz prowadzi nas za rękę przez pierwsze dni Terapii, szczegółowo opisując jak radzić sobie w chwilach słabości czy np. jak zareagować w sytuacji, gdy nasz krewny upiecze dla nas tort (którego oczywiście nie możemy zjeść). Ale żeby nie było zbyt kolorowo, autor prezentuje również niesione przez dietę skutki uboczne, które mogą pojawiać się w początkowych dniach Terapii. Nie są one poważne, ale warto się na ich nadejście przygotować.

salmon-1238248_1920.jpg

Życzyłabym sobie, by wszystkie książki opisujące diety były tak dokładnie przygotowane. Co prawda nie znajdziemy tutaj sugestywnych ilustracji czy przepisów (tego akurat żałuję, ale w ramach rekompensaty autor podaje strony internetowe, na których możemy je znaleźć), ale zamiast znajdziemy naukowe (choć podane w niezwykle przystępny sposób) wytłumaczenie konieczności intensyfikacji tłuszczy w naszej diecie oraz wiele szczegółowych porad i wskazówek dotyczących samej Terapii.

Mimo to autorowi nie udało się przekonać mnie do wyższości promowanego przez niego sposobu żywienia nad innymi. Ja Dobry tłuszcz potraktowałam wyłącznie jako źródło wiedzy w zakresie wartości odżywczych, szczególnie w zakresie selekcji źródeł tłuszczu, oraz jako kolejną ciekawostkę żywieniową. W przypadku tego typu rewelacji należy podchodzić ze zdrowym rozsądkiem, odpowiednio filtrując zawarte w publikacji informacje. Te są bowiem dość kontrowersyjne i istnieje możliwość, że osoby zbyt podatne na sugestie za bardzo wezmą je do siebie i za szybko i zbyt pochopnie wcielą w życie. Bo choć Joseph Mercola pod niebiosy wychwala zalety opracowanej Terapii, to warto do niej podejść z dystansem.

Moim zdaniem powinniśmy jeść wszystko, ale z umiarem. Przesadzanie w żadną ze stron nie jest rozsądne i można sobie takim eksperymentami bardziej zaszkodzić, niż pomóc. A jeśli już chcecie zmienić swój sposób żywienia, to koniecznie wybierzcie się po poradę do dobrego dietetyka (dobrego, czyli takiego, który nie układa jadłospisów na komendę klienta, a faktycznie doradza i odradza). Na własną rękę, nawet po przeczytaniu tak kompleksowo napisanej książki jak Dobry tłuszczlepiej nie wprowadzać takich zmian.

Reklamy

11 myśli na temat “Dobry tłuszcz

Dodaj własny

  1. Absolutnie nie nadaje się na dietę, ale ta brzmi rozsądnie! Dosyć łatwo przyswoiło mi się Dukana ale to z kolei w drugą stronę, dużo białka, nie wiem czy potrafiłabym zwiększyć ilość tluszczy 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: