Klucz zagłady

Historia skrywa jeszcze wiele niewyjaśnionych tajemnic.

W przypadku naszego kraju, wciąż borykamy się z dość niejasną sytuacją ziem polskich przed nastaniem Mieszka I, co daje dość duże pole do snucia różnych teorii, w tym również tych o rzekomej Wielkiej Lechii. Z zazdrością spoglądamy na zachodnie państwa, które posiadają dokładnie udokumentowane dzieje, sięgające czasów przed naszą erą. Ale na ile są to źródła wiarygodne?

Przenieśmy się na moment na Wyspy Brytyjskie. Wyspy te zamieszkiwane były w czasach starożytnych przez plemiona celtyckie, które prawdopodobnie napłynęły tam z obszarów centralnej lub wschodniej Europy (istnieje prawdopodobieństwo, że plemiona celtyckie panoszyły się również w Polsce, czego dowodem mają być m.in. wykopaliska w rejonie Ślęży, która miała być miejscem starożytnego kultu). Celtowie wiedli sobie spokojne życie, zajmując się obróbką żelaza, stawiając kamienne kręgi, czcząc siły natury i wierząc w magiczne moce druidów. Ta sielanka została przerwana przez kilkukrotne najazdy Rzymian, którzy w momencie największego rozpędu zdołali dostać się praktycznie pod granice dzisiejszej Szkocji. Ostatecznie pod zwiększającym się naporem Celtów Rzymianie wycofali się z Wysp, a ich miejsce zajęły plemiona Anglo-Saskie, którym zawdzięczamy fakt, że mieszkańcy Anglii posługują się językiem germańskim, a nie celtyckim (a Anglia nazywa się Anglią). Ziemie te odwiedzali również Wikingowie, aż w 1066 r. w wyniku skutecznego podboju na angielskim tronie zasiadł książę Normandii Wilhelm Zdobywca i zapoczątkował nowy rozdział w historii Anglii.

Fragment tkaniny z Bayeux ukazującej podbój Anglii przez Wilhelma Zdobywcę

Nowy król zaczął swoje rządy od zaprowadzenia porządku w pogrążonym w buncie kraju. W tym celu nie tylko dokonał reformy prawnej (niezbyt chlubnej, działającej na niekorzyść rodzimych mieszkańców tych ziem), ale również przeprowadził narodowy spis dóbr ziemskich, który miał na celu wykazać, ile gruntów posiada oraz jaki dochód ziemie te generują. Dokument ten przetrwał do dziś i stanowi jeden z najcenniejszych zabytków piśmienniczych Królestwa – daje on bowiem niezwykle dokładny obraz Anglii AD 1086.

Domsday Book rozgrzewa zmysły nie tylko historyków, ale również poszukiwaczy tajemnic. Okazuje się, że niektóre miejscowości pojawiające się w spisie zostały oznaczone jako „supstoszone”, jednak brak jest informacji o tym, co konkretnie tego spustoszenia dokonało. Czy była to klęska naturalna? Wynik wojny? A może jakaś nieznana zaraza? – odpowiedzi nie znamy do dziś. W dodatku zaczęto nagminnie zapisywać nazwę dokumentu przez podwójne „o” (doomsday), zmieniając nazwę z „Księgi zliczania” na „Księgę sądu ostatecznego”. Nic więc dziwnego, że zaczęto się doszukiwać w tym dokumencie drugiego, mrocznego dna.

Tę zagadkę wykorzystał amerykański pisarz James Rollins w powieści Klucz zagłady, 6 tomu z sensacyjnego cyklu Sigma Force. Seria ta opowiada o tajnej rządowej organizacji stojącej na straży pokoju na świecie i walczącej z wszelkiego rodzaju organizacjami przestępczymi. Nie jest to jednak zwykłe likwidowanie celu, by pokonać przeciwnika członkowie Sigmy  najczęściej muszą rozwiązać szereg zagadek z historią w tle, stając się tym samym zgrabnym połączeniem Jamesa Bonda i Indiany Jonesa.

cross-549439_1920.jpg

W 6. tomie cyklu agenci Sigma Force muszą rozwiązać tajemniczą zagadkę kilku morderstw, które na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą nic wspólnego. Nieopodal Mail ginie syn senatora, w Watykanie zostaje zamordowany duchowny, a w laboratorium Uniwersytetu Princeton ktoś zabija profesora genetyki. Różne profesje, różne kontynent – na pierwszy rzut oka brak tutaj punktów wspólnych. Jednak wszystkie te ofiary łączy jeden szczegół: pozostawiony na ich ciałach wizerunek celtyckiego krzyża. Agenci ruszają na stary kontynent w celu rozwiązania tej zagadki, która z czasem zmusi ich do odkrycia pewnych kart z dalekiej przeszłości, jaki i do zajęcia się badaniem wizji przyszłości, która zdaje się nie mniej mroczna, niż skrywane przez mrok średniowiecza sekrety. Wraz z bohaterami będziemy na poły odkrywać grobowce w spowitej mgłą Anglii, badać tajemnicze substancje i zastanawiać się nad koegzystencją pogaństwa i chrześcijaństwa, równocześnie przemieszczając się po tajnych laboratoriach i odwiedzając Globalny Bank Nasion ulokowany w wiecznej zmarzlinie na norweskiej wyspie Spitsbergen. Na nudę nikt nie będzie narzekać, zwłaszcza, że akcja mknie w szalonym tempie odbijając się od jednej ślepej uliczki do kolejnej.

Jak wcześniej napisałam, cykl Sigma Force stanowi pewien kompromis pomiędzy Jamesem Bondem i Indianą Jonesem. To wyważenie tempa i kolorytu jest szczególnie widoczne w Kluczu zagłady: autor od pewnego momentu prowadzi narrację dwutorowo, na zmianę poświęcając uwagę grupie poszukiwaczy w Wielkiej Brytanii i wywiadowi w Norwegii. Akcja rozgrywająca się na Spitsbergenie cechuje się niespotykaną dynamiką, pojawiają się tutaj sekwencje rodem z najbardziej widowiskowego kina akcji, które mrożą krew w żyłach czytelnika, sprawiając, że ten nie może się oderwać od lektury. I choć wszystkie te zabiegi są w miarę przewidywalne i przeczuwamy, jak ta cała opowieść się skończy, to mimo to Rollins potrafi tak wyśrubować napięcie, żebyśmy nie mieli czasu zbytnio zastanawiać się nad możliwymi rozwiązaniami.

Jednak moim zdaniem lepiej wypada część „przygodowa”, w której de facto odkrywamy tajemnice, jakie skrywa przeszłość. Tutaj bieg akcji stanowczo spowalnia, więcej jest wyważonych ruchów, rozpracowywania kolejnych elementów układanki oraz wypracowywania relacji pomiędzy członkami misji. W przeciwieństwie do tej „dynamicznej” nitki fabularnej, tutaj autor stawia na budowanie nastroju, co zresztą, dzięki umiejscowieniu akcji na mglistych, angielskich torfowiskach, nie jest takie trudne. Jednak i tutaj nie obędzie się bez dramatycznych sytuacji, które, podobnie jak w przypadku „sensacyjnej części” są równie przewidywalne, choć wciąż są w stanie przykuć uwagę czytelnika.

Global_Seed_Vault_(cropped).jpg
Globalny bank nasion

Jeśli chodzi o budowanie napięcia w warstwie fabularnej, to oczywiście natkniemy się na kilka klisz i powtarzanych schematów, ale z drugiej strony są one na tyle typowe dla powieści sensacyjnych i kina sensacyjnego, że chyba nie sposób oczekiwać od reprezentantów tego gatunku czegoś w zupełni oryginalnego. Będą akty poświęcenia, wątki romantyczne, spojrzenia w oczy śmierci, a także wątki humorystyczne, rozrzedzające napiętą jak struna atmosferę. Bohaterów mamy tutaj kliku, jednak nie możemy tutaj mówić o bohaterze zbiorowym: każda postać ma jakieś tło (czuć też nawiązania do poprzednich części cyklu, których niestety nie czytałam), własne motywacje i co najważniejsze – obawy. W przeciwieństwie do wielu analogicznych powieści nie mamy tutaj bohaterów ze stali, którzy bez strachu wchodzą w ogień i przyjmują na klatę serię pocisków. Mamy wrażenie, że towarzyszymy postaciom z krwi i kości i w trakcie przygody zaczynamy tworzyć z nimi swoistą więź, która zapewne staje się jeszcze mocniejsza po przeczytaniu całego cyklu. Oczywiście na pierwszym planie pozostaje fabuła, a wątki osobiste stanowią jedynie urozmaicenie w tle, jednak mimo to cieszy fakt, że autor zdecydował się poświęcić odrobinę uwagi sowim bohaterom.

Rollins z uwagą podchodzi również do rozdzielenia prawdy od fikcji. Jak to już bowiem w przypadku tego typu powieści bywa, autor musi nieco „podkoloryzować” pewne kwestie, tak by uatrakcyjnić fabułę. Jednak praktycznie żaden nie fatyguje się, by wyklarować pod koniec, co w książce zostało zmyślone, a co zaczerpnięte z rzeczywistości. Pamiętam, jak po lekturze książek Dana Browna wyszukiwałam w internecie informacji, które w jakiś szczególny sposób mnie zaintrygowały. Tutaj nie musimy się fatygować, bo po zakończeniu lektury w ramach deseru znajdujemy odautorski komentarz, z którego dowiemy się, jak wiele elementów zostało przeniesionych do fabuły z rzeczywistości (co innego łączące je powiązania, które są już wymyślone). Teoretycznie to drobnostka, ale sprawia, że książka przygodowa-sensacyjna zyskuje również walory edukacyjne.

Klucz zagłady nie jest może dziełem, który odmieni rynek wydawniczy i który wyłamuje się poza utarte schematy. Rollins zamiast wychodzić poza nie, czerpie z nich pełnymi garściami, umiejętnie wplatając je w ciekawą fabułę, tworząc przy okazji hybrydę powieści sensacyjnej i przygodowej, przy okazji zachęcając do badania tych nieco mniej znanych rozdziałów historii. Z pewnością nie będzie to moje ostatnie zetknięcie z cyklem Sigma Force.

Reklamy

11 myśli na temat “Klucz zagłady

Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: