Lód

Ostatnio panuje moda na książki dotyczące ekologii. Niespotykaną popularnością cieszą się książki poświęcone zwyczajom zwierząt i roślin, które w dość przystępny sposób poszerzają naszą wiedzę o otaczającej nas naturze, pomagają ją zrozumieć i bardziej się z nią zżyć. Powstają również powieści, które mają za zadanie roztoczyć przed czytelnikiem wizję świata zmagającego się z wszelkiego rodzaju katastrofami naturalnymi, komunikując w dość dosadny sposób, że jeśli nie zaczniemy szanować środowiska, to skończymy marnie.

W powieściach tego typu specjalizuje się Maja Lunde, która w Historii Pszczół przedstawiła bolesną wizję świata pozbawionego tych małych owadów, a w swojej najnowszej powieści Błękit porusza temat nadmiernej eksploatacji lodowców i snuje przypuszczenia, jak mógłby wyglądać świat ogarnięty nieprzerwaną suszą. Symultanicznie działa inna pisarka, Laline Paull, która w swoich kolejnych książkach porusza dokładnie te same tematy, choć podając je w inny, nieco mniej katastroficzny sposób. W wydanym w 2016 r. Roju autorka przeniosła czytelnika w sam środek pszczelego ula, by zapoznać każdego z nas z systemem panującym w świecie tych owadów, przyrównując je jednocześnie do naszego ludzkiego społeczeństwa.

W tym roku Paull nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka ukazała się kolejna powieść autorki, o jakże wiele mówiącym tytule. Lód to dosłownie opowieść o pokrywie lodowej, a raczej o jej stopniowym zanikaniu. Jednak miast po raz kolejny uciekać do świata przenośni, tym razem autorka tworzy thriller, który opowiada nie tyle o samym lodzie (którego tak pięknie personifikowała bohaterka książki Lunde), ale o ludziach i o tym, do czego są zdolni w imię własnego dobra.

ice-731329_1920.jpg

Pomyślmy na moment, co mogłoby się stać, gdyby stopniała Arktyka. Nie jest to myśl wyssana z palca, od lat obserwujemy stopniowe zanikanie pokrywy lodowej w północnych obszarach kuli ziemskiej. Naukowcy biją na alarm, bo topnienie lodowców może położyć kres egzystencji wielu gatunków zamieszkujących biegun północny, głównie niedźwiedzi polarnych. Inną konsekwencją jest wzrost poziomu wody w oceanach oraz dodatkowe zwiększenie się temperatury na kuli ziemskiej. Dodajmy do tego jeszcze bezpośrednie zagrożenie dla ludzi, bo jednak Arktyka to po części również Grenlandia, na której wciąż żyją ludzie. Obecnie mówi się, że pokrywa lodowa stopnieje ok. roku 2050, co wcale nie jest aż tak odległym terminem, jak się to nam może wydawać.

Ale są i tacy, którzy widzą w topnieniu pokrywy lodowej szanse. Arktyka skrywa pod sobą zasoby ropy, które tylko czekają na wydobycie. I tutaj zaczynają się problemy, ponieważ nie wiadomo, do kogo zasoby te miałyby należeć. Biegun południowy to ziemia niczyja, istnieją co prawda teoria z 1925 r. o podziale tej ziemi na sektory, pomiędzy Rosję, USA, Kanadę, Danię oraz Norwegię, jednak nie została spisana żadna wiążąca umowa międzynarodowa, która mogłaby tę koncepcję uprawomocnić. Dodatkowo żywe zainteresowanie biegunem wykazuje Unia Europejska, co zwiastuje tylko wyjątkowo zażartą batalię o spoczywające pod lodem złoża. Ale surowce to nie wszystko, brak lodu umożliwi swobodne podróżowanie po tamtych ziemiach, wytyczenie nowych szlaków handlowych, skracających znacznie połączenie pomiędzy Europą Północną a Chinami. Nic więc dziwnego, że nie każdy drży na myśl, o powolnym znikaniu lodu. Część na myśl o tym zaciera ręce.

Lód przenosi nas w niedaleką przyszłość, do świata w którym pokrywa stopniała na tyle, by odblokować pole manewru po biegunie północnym. Rozpoczyna się niewinnie, ot obserwujemy statek wycieczkowy (Arktyka stała się nowym kierunkiem wakacyjnych eskapad) z turystami domagającymi się ujrzenia niedźwiedzia polarnego, gatunku już niezwykle rzadkiego, praktycznie na wymarciu. Załoga ugina się prośbom sfrustrowanych pasażerów i zbacza z kursu. Ku zdumieniu wszystkich, oczom gawiedzi ukazuje się nie tylko miś, ale również lodowiec, który zaczyna niespodziewanie rozpadać się na dwie części. W wyniku tzw. cielenia lodowca, jedna część spada do morza zwracając uwagę zebranych na coś zupełnie nieoczekiwanego – ciało człowieka. Okazuje się, że to Tom Harding, zaginiony przed laty ekolog, który na Arktyce nie zajmował się bynajmniej badaniem zagrożonych gatunków, ale wraz ze swoim przyjacielem Seanem Cawsonem brał udział w przedsięwzięciu biznesowym. Tak się pechowo złożyło, że Sean był razem z Tomem w chwili jego zaginięcia. Ten fakt już od samego początku zaczyna nam sugerować, że może w grę niekoniecznie wchodzi nieszczęśliwy wypadek.

arctic-139393_1920.jpg

Autorka za cel obrała sobie stopniowanie napięcia. Teoretycznie od początku wiemy, że główny bohater powieści Sean z tym dziwnym zaginięciem ma coś wspólnego. Karty odkrywają się powoli, a cała prawda może wyjść na jaw dopiero w momencie rozpoczęcia sprawy sądowej, która ma na celu zweryfikowanie przyczyn śmierci Toma. Dopiero konfrontacja wszystkich związanych ze sprawą ujawnia niewygodne fakty dotyczące nie tylko śmierci popularnego ekologa, ale przede wszystkim eksploatacji Arktyki.

I choć może się wydawać, że akapit powyżej stanowi spoiler powieści (bo w sumie ujawnia poniekąd jej zakończenie), to jednak taki bieg akcji nie jest żadną tajemnicą. Już  od samego początku powieści domyślamy się, że pozostający w centrum uwagi Sean nie ma czystego sumienia (widzimy to po jego zachowaniu), a ze względu na tematykę książki należy się spodziewać, że cała sprawa będzie miała związek z ekologią. Nie mamy tutaj zatem wielkiego suspensu, zaskakujących zwrotów akcji czy królika z kapelusza. Owszem, pojawia się kilka małych niuansów, których nie byliśmy może w stanie przewidzieć podczas lektury początkowych rozdziałów, jednak autorka rozrzuca tu i ówdzie wskazówki, które mogą przygotować czytelnika również na taki obrót sytuacji.

Oczywiście takie oczywistości nie zawsze należy poczytać za mankament książki. W Człowieku tygrysie  o tym, kto zabił, dowiadywaliśmy się już na pierwszych stronach powieści. Jej autor badał przyczyny tego zdarzenia, za pomocą retrospekcji badał czynniki, które nakłoniły młodego bohatera do popełnienia tak drastycznego czynu. W Lodzie obserwujemy sytuację podobną, autorka również obficie korzysta z retrospekcji, stopniowo odkrywając kolejne poczynania bohaterów, ich motywacje i zmiany zachodzące w ich podejściu do Arktyki. Pokazuje, jak uwielbienie skutego lodem obszaru, może przerodzić się w chęć jego okiełznania i podporządkowania własnym wymaganiom. Może nie jest to tak głęboki i szczegółowy rys psychologiczny, jak we wspomnianej książce Eka Kurniawana, jednak mimo to daje wiele do myślenia.

Największym problemem tej książki nie jest zatem to, że jest przewidywalna, ale, moim zdaniem, zbyt długie odwlekanie przejścia do sedna powieści, jakim jest proces sądowy. Zaczyna się on dopiero w połowie książki, natomiast pierwsza część wypełniona jest licznymi retrospekcjami oraz niewiele wnoszącymi wizytami Seana w różnych miejscach. Mam wrażenie, że gdyby ktoś zaczął czytać tę książkę od połowy, to niewiele by stracił. Czytając pierwszą część trudno wyczuć, w jakim kierunku ta książka zmierza, po co nam te wszystkie retrospekcje i co wydarzy się dalej. Dopiero w momencie przeniesienia akcji na salę sądową powieść staje się bardziej konkretna, a zamieszczane w tej części retrospekcje są ukierunkowane na odtworzenie kolejności zdarzeń sprzed lat. Bieg zdarzeń nabiera tempa i powieść, która początkowo odpychała, zaczyna przyciągać do tego stopnia, że nie sposób się od niej oderwać.

polar-bear-709682_1920.jpg

Warto również wspomnieć, że najczęstszym problemem książek mówiących o zagrożeniu ekologicznym, jest wpadanie w zbyt moralizatorski ton, co nie tylko wyrywa czytelnika z fabuły, ale również sprawia, że cała książka balansuje na pograniczu powieści a manifestu zrozpaczonego ekologa. Paull całe szczęście wątki związane z topnieniem arktycznych lodów przemyca w formie obserwacji, krótkich komentarzy czy, w nieco bardziej obszernej formie, jako wypowiedzi nieco zakręconych obrońców Arktyki. I choć morał płynący z opowieści przemawia za ochroną bieguna, to jednak nie jest on tak nachalny, jakbyśmy mogli się spodziewać w przypadku książek tego typu.

Znacznie więcej miejsca autorka poświęca relacjom międzyludzkim, które są tutaj niezwykle skomplikowane i niejednoznaczne. Autorka pokazuje, że w obecnym świecie niezwykle trudno o utrzymanie czystych i zdrowych relacji, że niezwykle trudno jest odgadnąć, komu można ufać, a przed kim się bronić. Tak jak lód odsłania skrywane w głębi surowce, tak prędzej czy później na światło dzienne wypłyną prawdziwe intencje, które do tej pory skrywane były pod płaszczykiem kłamstw. To opowieść o dokonywaniu wyborów i o utracie gruntu pod nogami. Upadku, który nie tylko boli, ale również otrzeźwia umysł. Który może stanowić dla nas przestrogę i z którego powinniśmy wyciągnąć wnioski na przyszłość.

Na koniec warto odpowiedzieć sobie na dwa pytania:

Po pierwsze, czy warto sięgnąć po książkę Laline Paull? Moim zdaniem tak, bo choć początek mnie nieco zniechęcił, to jednak dalsza część zrekompensowała ten przestój. Nie wszystkim jednak ta pełna retrospekcji książka, której druga połowa rozgrywa się na sali sądowej, przypadnie do gustu.

Po drugie, jak wypada w porównaniu z Błękitem? To tak naprawdę dwie różne książki. Powieść  Mai Lunde stawiała akcenty na przyczyny i skutki, podczas gdy Paull pokazuje nam problem w trakcie jego trwania. Lód można zatem potraktować jako wypełnienie luki czasowej pomiędzy dwoma wątkami z książki Lunde, choć stylistycznie obu pozycjom jest do siebie bardzo daleko. W Błękicie jest więcej subtelności, w Lodzie – konkretu. Mimo to obie pozycje spina wspólny temat, o którym mówić warto, ponieważ to, o czym obie autorki piszą, ma już miejsce.

Oczywiście nie ma co łudzić się, że pojawianie się na rynku publikacji tego typu coś zmieni, ale mimo to warto po nie sięgnąć, choćby po to, by zwiększyć świadomość na temat tego, co dzieje się z zasobami lodu na naszej planecie. I choć na ratunek lodu jest już za późno, to może osoby odpowiedzialne za losy światowej gospodarki oprzytomnieją i nie doprowadzą to zupełnej degradacji tamtego regionu.

Taką mam przynajmniej nadzieję.

Reklamy

13 myśli na temat “Lód

Dodaj własny

  1. A ja jestem sceptycznie nastawiony do tego typu książek. I nie przez to, że dotyczą w pewnym stopniu ekologii lecz po prostu cała akcja się dłuży i jak dobrze jest tu napisane „wpadanie w zbyt moralizatorski ton” który oddala Nas od prawdziwej fabuły. Niestety. Pozdrawiam serdecznie!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: