Elementum

Uwielbiamy gry, które wciągają nas na całe wieczory. W których imersja sięga szczytów, fabuła odrywa nas od życia, a poziom kombinowania i tzw. „móżdżenia” sięga zenitu.

Są jednak momenty, w których chcemy zagrać w coś lżejszego. W coś, co zajmie nam nie więcej, niż pół godziny, w coś, co będzie proste i będzie opierać się na zasadach, które w mgnieniu oka rozgryziemy.

Jedną z takich gier jest Elementumgra łódzkiego studia Quantum Games, które zasłynęło grą Top Kitchenproduktem familijnym, opartym na motywach niezwykle modnych programów kulinarnych. Tym razem Mariusz Milewski powraca z produktem mniej skomplikowanym, kompaktowym i niezwykle przyjemnym w obsłudze. Z grą karcianą, która polega na budowaniu własnych układów energii czerpanych z źródeł żywiołów. Pomysł spodobał się na tyle, że gra została ufundowana na portalu wspieram.to osiągając 176% zakładanego celu.

Zacznijmy od tego, że Elementum nie jest grą „suchą”, kryje się za nią pewna historia. Otóż wcielamy się w jednego z magów, który właśnie zawitał do Tellus, fantastycznego świata, w którym doszło właśnie do potężnego trzęsienia ziemi. Wstrząsy odsłoniły starożytne ruiny, które kryją w sobie skoncentrowaną moc magiczną. Jako mag, nie możemy oczywiście odpuścić okazji obcowania z siłami magicznymi, zwłaszcza z „Elementum”, tajemniczym pierwiastkiem kryjącym energię niezbędną do rzucania czarów oraz generowania kryształów mocy. Siła ta skupiona zostaje w czterech mistycznych źródłach żywiołów: ognia, powietrza, wody oraz ziemi. Magowie rzucając zaklęcia gromadzą moc, a ten, kto zdobędzie jej najwięcej posiądzie wszelkie tajemnice natury i zdobędzie tytuł największego elementalisty świata.

W praktyce wygląda to następująco: gracze rozkładają między sobą cztery karty reprezentujące siły natury (w przypadku gry w składzie dwuosobowym, jeśli w grze bierze udział trzech lub czterech graczy, między nimi układamy kolejne cztery karty żywiołów, w tej samej kolejności, jak w przypadku pierwszej pary graczy). Karty te wyznaczają obszar gry dla każdego gracza. Każdy gracz otrzymuje po 2 kryształy mocy, które wykorzystywane są m.in. do wzmacniania efektu kart (o tym szerzej w dalszej części tekstu). Następnie należy przygotować talię zaklęć. W zależności od liczby graczy składa się ona ze wszystkich kart (wariant 3-4 osobowy) lub z talii usuwa się karty z symbolem : (wariant 1-2 osobowy). W normalnej rozgrywce nie bierze udziału również karta „przeciążenie”, która występuje w alternatywnym wariancie rozgrywki. Przygotowaną talię należy potasować, a następnie wykluczyć z niej 3 losowe karty (które odkładane są do pudełka) oraz kolejne 3 losowe kart, które układane są awersem do góry obok kart żywiołów (stanowią one ogólnodostępną pulę zaklęć, z którą można wymieniać karty). Następnie talię dzieli się pomiędzy graczami. W pierwszej turze gracze otrzymują po 6 kart. Ilość tur, które zostaną rozegrane zależy od liczby graczy, i tak w przypadku rozgrywki 2-osobowej rozgrywa się 3 rundy, w każdej gracz otrzymuje 6 kart. Gdy w grze udział bierze 3 graczy, rozgrywa się również 3 rundy, z tym że w rundzie drugiej i trzeciej gracz otrzymuje 5 kart. Rozgrywka 4-osobowa składa się z 2 tur z 6 kartami na gracza w każdej.

img_7591-1

Skoro mamy już karty, czas przystąpić do gry. Mechanika opiera się na prostej metodzie draftu. Gracz przegląda karty, które ma na ręce i wybiera z nich jedną, która najbardziej pasuje do obranej przez niego strategii gry. Gdy już wszyscy gracze wybiorą kartę, ujawniamy je i umieszczamy je w swoim „układzie”. Sposób umieszczania kart jest banalnie prosty: zdecydowana większość kart odpowiada jednemu z czterech żywiołów. Wybierając np. niebieską kartę „duplex”, umieszczamy ją po naszej części stołu pod symbolem reprezentującym wodę. Jeśli pod symbolem znajduje się już inna karta, wówczas układamy ją poniżej, tworząc kolumny. Jeśli karta jest bezkolorowa, wówczas umieszczamy ją w dowolnej kolumnie. Sposób, w jaki rozmieszczamy karty i w jaki kierujemy się ich wyborem podczas draftu wymaga zastosowania odpowiedniej strategii. Każda karta ma bowiem przypisany swój efekt, który daje punkty od razu lub w momencie spełnienia jakiegoś warunku.

img_7593-1

img_7594-1

Np. karta „colligit” umożliwia nam przyznanie 1 pkt. punktu za każdy symbol wody, natomiast „propter” daje 3 pkt. jeśli sąsiaduje z symbolem ziemi. Inne karty nie dodają punktów, za to pomagają w zdobyciu punktów przy wykonywaniu efektów z innych kart. Wspomniana już karta „duplex” posiada dwa symbole wody, przez co będzie się liczyć podwójnie np. przypadku zastosowania karty „colligit”. Jeśli mamy kartę, która nam nie odpowiada (np. w przypadku karty „propter” nie jest możliwe osiągnięcie sąsiedztwa z symbolem ziemi), możemy ją wymienić na jedną z 3 kart tworzących pulę. Za wymianę płacimy kryształem, starą kartę kładziemy do puli, a nową umieszczamy w układzie.

img_7592

Niektóre karty zostały oznaczone symbolem błyskawicy. Takie efekty należy rozpatrzeć natychmiast po umieszczeniu karty w układzie. Może być to np. dobranie kryształu mocy lub rozbicie kryształów mocy (każdy gracz odrzuca po 1 krysztale ze swojej rezerwy), a nawet zniszczenie wyłożonej w układzie przeciwnika karty. Są też efekty specjalne np. dające nam dużą liczbę punktów za zgromadzenie na niej 3 kryształów lub dająca odporność na negatywne skutki (np. gdyby któryś z przeciwników chciał zniszczyć naszą kartę czy kryształ).

Następnie możemy wykorzystać kryształy, których rola w świecie Elementum nie ogranicza się jedynie do waluty. Większość kart w prawym górnym rogu posiada pole aktywacji wzmocnienia. Umieszczając tam kryształ możemy spotęgować efekt działania danej karty. I tak np. w przypadku karty „propter” sąsiedztwo z ziemią daje nam nie 3 pkt, ale 6. Wzmacniając „duplex” symbole wody liczymy nie jako 2, ale 4. Wzmocnienie możemy wykorzystać jednorazowo podczas kolejki draftu i należy pamiętać o rozsądnym dysponowaniu zasobami. Gracz startuje z 2 kryształami i ich ilość może zwiększyć jedynie dobierając odpowiednią kartę (a wiadomo, kto pierwszy, ten lepszy). Po zakończeniu tej akcji przekazujemy karty, które mieliśmy na ręce graczowi siedzącemu po lewo i całą procedurę zaczynamy od nowa. Gdy skończy się ilość kart, bierzemy kolejne 5 lub 6 i zaczynamy od nowa.

Punkty zliczamy dopiero po zakończeniu wszystkich tur. Do gry został dołączony tor punktacji, na którym zaznaczamy uzyskaną liczbę punktów. Każdy gracz rozpatruje efekty ze swoich kart, sprawdza, czy warunek został spełniony i przesuwa swój wskaźnik po torze o tyle oczek, ile punktów uzyskał. Proste, prawda?

I w tym tkwi magia Elementumw prostocie. Po rozegraniu pierwszej rozgrywki każda następna idzie już jak z płatka. Raczej nie można narzekać na nudę, ponieważ ilość kart (55) i sposób ich dobierania (draft) sprawia, że rozgrywka za każdym razem jest inna i za każdym razem musimy stosować inną strategię. I właśnie z tego płynie największa radość gry w produkt Quantum Games, na konieczności opracowania planu i dostosowania się do zmieniającej się strategii. Nie jest to zwykły pasjans, w którym po prostu wykładamy karty na stół i układamy je w logiczny ciąg. Ponownie odwołam się do zastosowanej mechaniki draftu, która sprawia, że dzielimy talie z przeciwnikami, którzy zawsze mogą zabrać nasze uprzednio upatrzone karty. Warto wspomnieć, że dla urozmaicenia przewidziano dodatkowy wariant przeciążenie, który nieco komplikuje zasady gry (tę wersję polecamy rozgrywać w większym gronie graczy). Przewidziano również możliwość gry w wariancie turniejowym, który zakłada rozegranie po sobie kilku rozgrywek.

Jakość wydania gry stoi na dość wysokim poziomie. Karty wykonane są ze sztywnej tektury, które nie powinny ulec szybkiemu zniszczeniu (oczywiście jeśli zamierzamy grać w Elementum częściej, warto pomyśleć o zainwestowaniu w koszulki ochronne). Warto zaznaczyć, że każda karta otrzymała indywidualną oprawę graficzną, co umożliwia ich łatwe rozróżnienie. O ile karty żywiołów prezentują się dość przeciętnie, tak ilustracje ozdabiające poszczególne karty zaklęć są bardzo atrakcyjne dla oka (moim osobistym faworytem są karty ziemi). Ładnie prezentują się również różowe kryształki mocy. Pudełko jest niewielkich rozmiarów, dzięki czemu bez problemu możemy je zabrać na wyjazd czy spotkanie ze znajomymi.

Jak już wspomniałam, zasady gry są stosunkowo proste w zrozumieniu. Instrukcja została napisana w sposób czytelny i przy pierwszej rozgrywce jedynym problemem, jaki napotkałam był brak informacji, skąd biorą się dodatkowe kryształki (dopiero później odkryłam, że można je zdobyć po aktywowaniu efektu jednej z kart). Próg wejścia jest stosunkowo niski i po wstępnym przeszkoleniu bez problemu będą mogły przyswoić je nawet osoby, których znajomość gier planszowych kończy się na „chińczyku”.  Sugerowany wiek gracza wynosi minimum 10 lat, choć wierzę, że niektórzy młodsi gracze również poradzą sobie z opracowaniem strategii rozmieszczania kart (przy zliczaniu punktów może pomóc dorosły, choć nie jest to aż tak bardzo skomplikowane). Minusem są karty z negatywnymi interakcjami, które nie są dobrze odbierane przez młodsze dzieci. Stąd uważam, że Elementum ma większy potencjał jako gra towarzyska, niż familijna.

Gra testowana była w gronie 2-osobowym i muszę przyznać, że w tym wariancie gra bardzo dobrze się skaluje, choć interakcje między graczami są stosunkowo ograniczone. Istnieje również rozwiązanie dla jednego gracza, jednak przypomina ono bardziej układanie pasjansu i jest zdecydowanie mniej ciekawe, niż gra w szerszym gronie. Przewidziany przez wydawcę czas na rozgrywkę wynosi 10-20 min i jedynie przy pierwszej rozgrywce należy poświęcić na zabawię nieco więcej czasu.

Elementum to zatem prosta gra, która może przydać się podczas spotkań ze znajomymi lub rodziną. Jej zasady nie są skomplikowane, jednak nie razi idiotycznością czy prostotą, jak wiele innych „łatwych i przyjemnych” gier ukazujących się na rynku. Jedynym jej mankamentem jest stosunkowo mała imersja, bo choć całość została opatrzona pewną historią, to jednak podczas rozgrywki nie mogłam wczuć się w maga szukającego magicznej energii. Jednak ten aspekt w żaden sposób nie działa na niekorzyść gry i w tym przypadku nawet bez uczucia partycypacji w jakimś większym wydarzeniu można się znakomicie bawić. A to jest najważniejsze.

Na zakończenie wspomnę, że Elementum możemy kupić (w zależności od sklepu) za ok. 60 zł. Jest to cena rozsądna, zwłaszcza, że gra z pewnością często zagości na naszym stole. Póki co nie wiadomo, czy wydawca planuje wydać rozszerzenie do gry, ale wydaje się to być dość dobrym pomysłem. Marzą się karty, które umożliwiłyby jeszcze większą interakcję (zarówno negatywną, jak i pozytywną) pomiędzy graczami. To zdecydowanie podniosłoby poziom przyjemności płynący z gry.

7 myśli na temat “Elementum

Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: