Lata powyżej zera

Nie tak dawno temu w Polsce narodził się boom na PRL, w szczególności zafascynowanie latami 70. i 80. W sklepach zagościły ubrania inspirowane modą tamtych dni, projektanci nagle odkrywali piękno w projektach wzorniczych, na które jeszcze kilka miesięcy temu spoglądali z pogardą i nazywali kiczem i tandetą. W klubach zagościły utwory, których nieodłącznym elementem był syntezator i wpadający w ucho rytm, na ulicach co raz częściej można było się natknąć na restauracje i puby serwujące to, co Polacy jedli kilka dekad temu lat temu. Również w książkach zaczęto powracać do tych minionych czasów, które przestały jednoznacznie kojarzyć się z szarym papierem toaletowym, a z miejsca rozkwitły całą feerią barw (niczym kolorowe sukienki Wisłockiej).

Ta nagła moda na PRL nie wzięła się znikąd. Po roku 2010 w najbardziej twórczy okres w swoim życiu wkroczyły osoby urodzone na przełomie lat 70. i 80. Wiedzione poczuciem nostalgii za beztroskimi latami dzieciństwa, zaczęły przemycać do współczesnego świata elementy tego, co odeszło już w zapomnienie. Na początku w opozycji do współczesnych gustów, później na fali popularności wykreowanego trendu, z czasem wszyscy w jakimś stopniu zaczęli eksploatować historię i używać „bareizmów”.

Ostatnio trend ten zaczął nieco słabnąć, a na sile przybiera powrót lat 90. Polaków zaczyna fascynować okres transformacji ustrojowej, moment, w którym kraj stał jeszcze w rozkroku pomiędzy wschodem, a zachodem, nieco po omacku szukając kierunku, w którym powinna rozwijać się III RP. Ta szamotanina trwała przez całe lata 90., dziesięciolecie spędzane na udowadnianiu Zachodowi, że jesteśmy cool i dajemy sobie radę bez opieki wielkiego patrona, jakim był ZSRR. Aż nastały lata 2000 z NATO, UE, szybkim internetem i pozornym brakiem granic.

W literaturze również widać ten trend. Pojawiają się książki o życiu w nowej Polsce, skupiające się albo na samym fakcie przeskoku (jak np. Duchologiaczy Stancje), albo przywołujące koloryt lat 90., jak miało to miejsce np. w Po trochu.

Pod koniec ubiegłego roku na rynku pojawiła się książka, która sięga dalej. Lata powyżej zera AnnyCieplak to opowieść o dojrzewaniu w dynamicznych latach 2000, dekadzie, która jednoznacznie umiejscowiła Polskę w szeregu innych krajów europejskich. Zmiany te obserwujemy podążając kolejami życia nastoletniej Anity Szymborskiej, uczennicy gimnazjum z Będzina, która właśnie zaczyna wychodzić z dzieciństwa i stawia czoła piętrzącym się przed nią wyzwaniom dojrzałego życia.

Na pierwszy rzut oka, Lata powyżej zera to kolejna opowieść dla nastolatków o trudzie dorastania. Trudzie związanym nie tylko ze standardową burzą hormonów, konfliktami z rówieśnikami i z rodzicami oraz nieszczęśliwie ulokowanymi uczuciami, ale również ze środowiska, w którym dziewczyna dojrzewa. Przeważnie w literaturze spotykamy się, albo z tzw. „dobrymi domami”, albo z patologią. Brak stanu pomiędzy, pokazania rodzin, które nie są patologiczne czy żyją na zasiłkach, ale mimo to ich egzystencja wiąże się z szeregiem wyrzeczeń. Taka jest właśnie rodzina głównej bohaterki, przeciętna. Ojciec Anity lubi przesiadywać w pobliskim barze (choć alkoholikiem nie jest), matka nie jest zbyt wylewna pod względem okazywania uczuć. Bohaterka nie jest pozostawiona sama sobie i w sytuacji kryzysowej może liczyć na wsparcie rodziców, jednak mimo to musi wielokrotnie na własną rękę torować sobie drogę w życiu. Z nią, bohaterką z przeciętnej rodziny z blokowiska, łatwiej jest się utożsamić, niż z postacią wywodzącą się z przerysowanej skrajności.

Tym bardziej, że Anita to zwykła dziewczyna, która przeżywa to, co każdy nastolatek. Na przestrzeni dekady opisanej w książce, przechodzi ona przez fazy rozwoju, przez które kiedyś przechodził każdy z nas. Poszukuje pomysłu na siebie, kurczowo łapiąc się wzorów, które może naśladować. Kolega z klasy słuchający hip-hopu, starszy, dojżały mężczyzna z kapeli rockowej, czy enigmatyczny chłopak z problemami. Każdy z nich otwiera przed bohaterką drzwi do nowego świata, wzbogacając jej życie o kolejne doświadczenia. Anita zakochana w hip-hopie, którą poznajemy na początku książki wydaje się inną osobą, niż Anita, która powraca do Polski z emigracji zarobkowej. Bagaż nabytych doświadczeń zmienił podlotka upijającego się po kryjomu na klatce alkoholem, w kobietę, która musi poważnie zająć się prowadzeniem swojego życia. Uczy się na popełnianych błędach, dowiadując się, że nawet raz popełniony błąd może być brzemienny w skutkach.

Ale czy ta historia sprawia, że Lata powyżej zera podobijają gusta czytelników? W tym miejscu powrócę do przypadku Po trochu Weroniki Gogoli: gdyby osadzić akcję książki w roku 2017, raczej nie sprawiłaby ona na nikim takiego wrażenia. Ot, kolejna opowieść o niezrozumianej nastolatce, która szuka na siebie pomysłu. I choć jest to książka napisana dobrze i akcja została poprowadzona poprawnie, przez co czyta się ją z przyjemnością, to jednak sympatię czytelników (zwłaszcza 30-latków) zdobywa szeregiem rekwizytów sprzed 15 lat. Jeśli dobrze obliczyłam, to jestem 2 lata młodsza od głównej bohaterki. Jej wspomnienia, mieszają się z moimi. Fascynacja  (udawanymi) lesbijkami z TaTu, zachłyśnięcie się polskim hip-hopem (w moim przypadku szybko wypartym przez new-metal), żonglowanie kasetami/płytami CD z ulubioną muzyką,  babcia oglądająca Klan, w którym jeden z bohaterów chorował na AIDS (funkcja edukacyjna: dowiedziałam się wówczas, z czym ten potwór, na który chorował Freddie Mercury się wiąże), czy wreszcie poznawanie muzyki przez MySpace i przejście na Facebooka – wszystkie te tropy sprawiały, że nie mogłam się od tej książki oderwać. Sentymentalna wycieczka do moich nastoletnich lat, oglądanie tych wszystkich eksponatów (do dziś w domu rodzinnym trzymam jeden „kalendarz Dziewczyny” o którym autorka wspomina), zagrało poruszyło czułą strunę i sprawiło, że poczułam sympatię do tej książki.

Niestety, granie na emocjach czytelnika poprzez przywoływanie uniwersalnych wspomnień to trend, który niebezpiecznie rozprzestrzenia się we współczesnej kulturze (filmy i seriale również do tego nawiązują, patrz Stranger Thingsczy Dark). Już dawno temu Zbigniew Wodecki śpiewał Lubię wracać tam, gdzie byłem już i jest w tym sporo prawdy. Nostalgia jest silnym uczuciem, które z miejsca pociąga za sobą inne, takie jak radość czy wzruszenie. Obcowanie z dziełami, przedmiotami, zjawiskami, które przypominają nam o przeszłości (a w szczególności o dzieciństwie), dodają nam pewnego komfortu (zakładając, że nie wiążą się z nimi emocje negatywne czy traumy). Cieplak mogła umieścić akcję we współczesności (tak, jak zrobiła to w Ma być czysto), jednak wybrała lata 2000, by stworzyć opowieść dla swoich rówieśników (sama urodziła się w 1988 r.), a przy okazji by z perspektywy czasu opowiedzieć o dekadzie, w której III RP, podobnie jak bohaterka, weszła w fazę gwałtownego rozwoju.

Lata powyżej zera to opowieść ciekawa i z pewnością warto po nią sięgnąć, bez względu na to, czy kierują nami względy sentymentalne, czy też zwykła chęć przeżycia historii bolesnego wkraczania w dorosłość. Co ciekawe, powieść cieszy się niezwykłym zainteresowaniem również wśród dzisiejszych nastolatków, czyli osób urodzonych w momencie, w którym akcja książki dopiero rozpoczyna swój bieg. Paradoksalnie, jak twierdzi autorka, przemawia ona do młodych bardziej, niż współczesne Ma być czysto. Cieplak tłumaczy to większą uniwersalnością przekazu i nie można się z tym nie zgodzić. W jej najnowszej powieści każdy odnajdzie cząstkę siebie. Nawet panowie.

Reklamy

5 myśli na temat “Lata powyżej zera

Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: