Gniew

Znalezione obrazy dla zapytania Romans bloom

[UWAGA: wpis zawiera spoilery]

To był ostatni raz, kiedy poszłam do kina w ciemno, sugerując się jedynie nazwiskiem odtwórcy głównej roli i krótką zajawką traktującą tak naprawdę o niczym. Nie będę więcej razy popełniać tego błędu. Oj nie.

Katolicka Irlandia. Malky (Orlando Bloom) to pozornie twardy facet, który pracuje jako robotnik przy rozbiórce starego kościoła, a czas wolny spędza w pubach. Pewnego dnia do jego miasteczka powraca długo niewidziany i poważany przez wszystkich ksiądz (James Smillie). Wraz z nim powracają skrywane traumy z dzieciństwa Malky’ego. Mężczyzna zaczyna odtrącać najbliższych, zachowuje się destrukcyjnie, rani siebie, matkę i swoją dziewczynę Emmę (Janet Montgomery) a jego gniew narasta. Samotnie spróbuje zmierzyć się z przeszłością.

Tyle wiedziałam rozsiadając się w fotelu sali kameralnej w łódzkim Kinie Charlie, na pokazie przedpremierowym Gniewu (ang. Romans). Będzie Orlando Bloom, będzie ksiądz, trauma, problemy psychiczne i próba uporządkowania życia. Film irlandzki, niszowy, może być ciekawie.

Po ok. godzinie seansu wiedziałam już, że się myliłam. Liczyłam na mroczny dramat psychologiczny z religią w tle a otrzymałam… film religijny O wybaczaniu. O tym, że wybaczać należy, nawet największe zło. Każdy przykładny Katolik powinien tak postępować, bo wybaczanie swojemu oprawcy leży u podstaw religii. Jezus wybaczył, wybacz i ty.

Początek seansu był dość obiecujący. Malky, główny bohater, to osoba z emocjonalną dysfunkcją. Nie potrafi tworzyć poprawnych relacji z innymi ludźmi, rani wszystkich, którzy go otaczają, rani nawet sam siebie. Nosi w sobie pokłady agresji, które uwalnia pracując fizycznie przy rozbiórce starego kościoła lub wdając się w okazyjne bitki. Kolejna okazja do wyładowania nagromadzonego gniewu nadarza się, gdy na horyzoncie pojawia się tajemniczy starszy pan (nie trudno domyślić się, iż jest to ów ksiądz, o którym mowa w opisie dystrybutora).

Cóż ksiądz mógł zawinić Malky’emu? Cóż, moglibyśmy się nad tym zastanawiać (może to ojciec, który porzucił syna?), jednak suspens przerywa dość wcześnie matka bohatera, wspominając o tym, że jej pociecha za młodu służyła do mszy. Ksiądz+ministrant+podejrzanie napięta relacja pomiędzy tymi dwoma = pedofilia. Aha, czyli zaskoczenia nie ma, ale jest kontrowersja. Nieco już wypłowiała, ale nadal ciążąca nad kościołem katolickim i trafnie uderzająca w czuły punkt tej instytucji.

Reżyserzy (Ludwig i Paul Shammasian) pokazują dość frapujące studium ofiary pedofilii. Wycofanie i nieufność Malky’ego ma swoje źródło właśnie w tym zdarzeniu. Jednorazowy akt raz na zawsze zmienił podejście bohatera do radzenia sobie z własnymi emocjami, który na widok księdza wyskakuje z samochodu i ma ochotę rozbić mu czaszkę młotem, którym na co dzień burzy wnętrza kościołów. Oko za oko, ząb za ząb.

W tej gęstej atmosferze pojawia się enigmatyczna postać nawróconego przestępcy, który za wszelką cenę próbuje zdjąć ciężar z Malky’ego. Pojawia się znikąd, wręcza bohaterowi magnetofon i zachęca do nagrania swoistego wyznania ciążącego problemu. Ten orędownik pokoju ducha nie jest jednak bez winy. Piękna jest scena, w której ów wypełniony miłością i spokojem jegomość pod wpływem uszczypliwego komentarza naszego protagonisty, rzuca się na niego z pięściami i to w uświęconym miejscu. Zdarzenie to pokazuje powierzchowność wiary oraz udowadnia, że z uśpionymi w każdym z nas demonami nie można wygrać. Do tego momentu rozwój akcji w Gniewie był intrygujący, stopniowe zagłębianie się w psychikę bohatera zwieńczone eskalacją (auto)agresji zapowiadało obiecujące zakończenie.

Podobny obraz

Niestety scenariusz filmu został poprowadzony w sposób, który ma widza za mało rozgarniętego odbiorcę niekojarzącego faktów. Napięcie budowane jest na owym tajemniczym problemie Malky’ego, aż to punktu kulminacyjnego (śmierć matki), w którym bohater wreszcie wyrzuca z siebie prawdę o której wszyscy od 45 minut już wiedzieli. Istotnym elementem, który wcześniej nie był tak wyeksponowany, jest obarczenie winą również nieboszczki, która o zdarzeniu wiedziała, ale skutecznie je wyparła, kierując się znanym dobrze w Polsce przekonaniem, że ksiądz jest święty i nie byłby zdolny do popełnienia takich czynów.

Niestety, ta scena stanowi również punkt, w którym zachodzi przemiana dramatu psychologicznego w film z wyraźnym przesłaniem religijnym. Dobra passa kończy się w momencie, w którym bohater podnosi książkę, którą przed śmiercią czytała jego matka. Nietrudno się domyślić, iż jest to Pismo Święte, które zupełnie przypadkowo otworzyło się na Liście do Rzymian, w którym mowa właśnie o wybaczaniu.

W tym momencie przypomniała mi się twarz Jezusa, która objawiła się w wodzie bohaterowi Milczenia Scorsese. Moment, w którym Bóg zaczyna przemawiać za pomocą znaków. Odwołanie się do symboliki to zabieg tak wyeksploatowany, że bardziej niż wzruszenie, wywołuje u widzów poczucie znużenia oraz lekki uśmieszek ironii.

Potem jest jeszcze gorzej. Malky idzie się wyspowiadać do owego księdza i kiedy widz liczy, że może scenarzyści zaskoczą nas jakimś nieoczekiwanym rozwiązaniem (np. ksiądz jednak zostanie zgładzony, jeśli nie przez Malky’ego, który będzie miał gdzieś wybaczanie lub powie, że wybaczył matce, ale nie księdzu, to może przez tego tajemniczego jegomościa, który znikł z serialu tak niespodziewanie, jak się w nim pojawił), to jednak scenarzysta sprawił, że Malky wspaniałomyślnie wybacza to przewinienie z przeszłości swojemu oprawcy. Dochodzi nawet do przyjaznego uścisku ręki.

Morał?

Należy wybaczać. Tak jak Jezus wybaczył osobom, które skazały go na śmierć na krzyżu, tak Ty wybacz tym, którzy zniszczyli Ci życie. Bądź miłosierny.

Na tym jednak nie koniec. Żeby nie było, że ów ksiądz nie czuje wyrzutów sumienia (i żeby nie wyszło na to, że duchowni mają przyzwolenie na stosunek z nieletnimi), obraz wieńczy malownicza scena, w której ksiądz dokonuje samospalenia.

Rozbiera się do naga na łące, oblewa benzyną i podpala.

Gorzej być nie mogło.

Twórców filmu ewidentnie poniosło. Dobrze zapowiadająca się historia o ciemnym odcieniu chrześcijaństwa została wybielona i pozbawiona jakichkolwiek odcieni szarości. Zamiast kontrowersji otrzymaliśmy moralitet, który nie pozostawia pola do dyskusji. W zakończeniu brakowało tylko elementu wyraźnego nawrócenia bohatera, klęknięcia pod krzyżem i deklaracji odbudowy kościoła (dosłownej i metaforycznej).

Ale Gniew nie jest filmem jednoznacznie złym. Film ten wyróżnia się na tle podobnych realizacji dość dobrą realizacją, która faktycznie plasuje się na przyzwoitym poziomie. Otrzymujemy estetyczne kadry, dopełniającą obraz muzykę oraz zaskakująco dobrą grę aktorską. Film dużo zyskał dzięki Bloomowi, który w niczym nie przypomina już zniewieściałego Legolasa. Aktor pokazuje, że potrafi grać zagubionego w życiu faceta, nie szarżując i unikając huśtawek pomiędzy rolą twardziela a miękką kluchą. Orlando doskonale balansuje agresję i wewnętrzny niepokój oraz mistrzowsko wygłasza monologi, których w tym filmie ma całkiem sporo. Słyszałam już głosy, że to najlepsza rola aktora i cóż, w pełni podpisuję się pod tym stwierdzeniem.

Więc jeśli ktoś zastanawia się, czy warto wybrać się do kina na Gniew to odpowiem tak: jeśli chcesz zobaczyć, jak Bloom daje z siebie wszystko, proszę bardzo, droga wolna. Jeśli jednak tematyka religii czy życia zgodnie z wartościami chrześcijańskim działa na Ciebie jak płachta na byka, możesz sobie darować.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: