Puste noce

Pamiętam te wieczorne eskapady. Zmrok i rozjarzone światła domu. Niczym latarnia wskazująca drogę zbłąkanym podróżnikom, wskazująca cel podróży, najważniejszy punkt w okolicy. Przed domem stoi grupka mężczyzn, pachnąca mieszanką taniej wody kolońskiej i jeszcze tańszych papierosów, rzucająca pod nosem ciche przekleństwa i spluwająca ukradkiem pod nogi towarzyszy. Wewnątrz unosi się duszny zapach perfum, kwiatów i czegoś innego, nieznanego. Przede mną do pokonania długi korytarz, ze snującymi się postaciami w czerni, strofującymi swoje niesforne potomstwo, które jak zwykle zachowuje się nieadekwatnie do okazji. Korytarz ów wiedzie do największego pokoju, zwanego „gościnnym”, który właśnie przeżywa największe oblężenie gości w swojej historii. Wszyscy siedzą grzecznie na korowodzie krzeseł zebranych z całego domu i pożyczonych od sąsiadów. Może czerni, cicho szepczące lub pociągające okazyjnie nosem. Wszyscy wpatrzeni w podłogę unikając jak ognia głównego elementu pokoju, nowości skrywanej za ścianą kwiatów.

Ustawionej na prowizorycznym katafalku drewnianej trumny ze zmarłym.

Cisza z czasem zamienia się w rytmiczne dźwięki wypowiadanej modlitwy. Ojcze Nasz, Zdrowaś Mario, wieczny odpoczynek. Po pokoju z gracją kelnerek poruszają się krewne zmarłego, rozdzielając między zgromadzonymi cukierki i ciastka, chcąc w ten sposób odwdzięczyć się przybyłym za pamięć. Dokonuje się akt konsumpcji Delicji i Piegusków, a w kącie pokoju gromadzą się seniorki rodów, pamiętające jeszcze strzechy i lampy naftowe. Otwierają książeczki i zaczynają śpiew. Drżącym, nieco zawodzącym głosem opowiadają o bólu, stracie, odejściu z tego ziemskiego padołu. Pieśni te są bardziej makabryczne, niż woskowa twarz zmarłego. Wywołują gęsią skórkę i sprawiają, że ten długi wieczór zdaje się nie mieć końca.

Ale zwyczaj ten powoli zaczął zanikać. Znawczynie przedziwnych śpiewów zabrały ich teksty ze sobą do grobu, nie zostawiając po sobie godnych kontynuatorek. Młodsi śpiewać nie chcieli, z czasem również nie chcieli wyprawiać długich nocnych czuwań. Bo nie ma gdzie postawić trumny, pomieścić ludzi, za duże zamieszanie, a poza tym trzymanie trupa w domu jest niehigieniczne. Zmarli tuż po śmierci zaczęli podlegać eksmisji do chłodni działających przy domach pogrzebowych, a ci, którzy zakończyli bieg życia w szpitalu, nie wracali już do domu. Tradycja umarła przez wzrost wygodnictwa.

Dziś zmarły żegnany jest tylko na pogrzebie, gdzie zgromadzeni lustrują jedynie wieko trumny. W modzie jest tradycyjny ceremoniał w kaplicy z pośpiesznym przejściem na miejsce spoczynku zwieńczony spuszczeniem trumny do grobu przy dobiegającym zza pleców dźwięku trąbki. Ostatnie pożegnanie stało się ceremoniałem wypranym z intymności, ceremonią, która zwalnia uczestników z faktycznego wyprawienia ciała zmarłego na tamten świat. Nie ma już ostatniego dotknięcia zimnej dłoni, brak sposobności na uronienie łzy na widok znajomej twarzy.

***

Za zwyczajem czuwania przy zmarłych zatęsknił Jerzy Jarniewicz, poeta i tłumacz, który w swoim najnowszym tomiku o nazwie Puste noce odprawia czuwanie nad tym, co było. Rozpamiętuje osoby, które odeszły, zdarzenia, które miały miejsce w przeszłości, a także przywołuje czas wojny. Kolekcjonuje zarówno te chwile, które wydarzyły się zanim przyszedł na świat, jak również te momenty, które dopiero co miały miejsce. Wszystkiemu i wszystkim należy się upamiętnienie.

Puste noce Jarniewicza nie mają nic wspólnego z makabrą czy rozpaczą po stracie. Jest tu nieco nostalgii, choć ta pozostaje trzymana na wodzy, nie wymyka się w niebezpiecznym kierunku grania na emocjach czytelnika. Autor przeżywa po swojemu, czasami czule, czasami nieco z przekąsem.

Zacznijmy od miłości, bo opisywanie tej stanowi specjalność Jarniewicza. Autor po raz kolejny tworzy erotyki, wyławia pojedyncze wspomnienia, chwile, które należy niczym schwytanego w sieć motyla przypiąć szpilką do korkowej tablicy i w nieskończoność kontemplować piękno jego skrzydeł. W tomiku poeta upamiętnił szereg spotkań, słów, gestów. Ubiera je w rozmaite formy, począwszy rymujących się, uspokajających tytułowych Pustych nocy, przez skojarzenie wywiedzione od lektury wpisu Magdaleny Ogórek na Twitterze (Tweet), aż po odwołania do filmów z „youporna”. Lektura czasopisma, zakupy, odtworzenie filmiku w internecie – błahe zdarzenia, efekty partycypacji w kulturze masowej czy zdarzeń codziennych rozlewają się reminiscencjami uczuć, tłumionymi  tęsknotami.  Bo u Jarniewicza miłość kryje się między wierszami, nie jest okrzykiem wydobywającym się z trzewi, nie jest jasną deklaracją. To skryte rozpamiętywanie, intymne, do którego klucz ma autor.

Sąd może orzec przepadek narzędzi

„Oh, my God, Oh, my God” – cytuję listę dialogową
z youporna w języku oryginału, praktycznie bez
skrótów, zostawiając na moment kwestię jej
teologicznej wymowy. Mój ostatni sen
o tobie mógłby lecieć w prajmtajmie, przed
dwudziestą drugą, a Kościół, gdyby tylko zdjął czarne okulary,
nauczyłby się z niego, czym może być dziś religia. I nie, że
jest taki ból, który się kończy rozkoszą, albo że taka rozkosz,
która szczytuje bólem. Bo śniło mi się, że w książce
w jakimś obcym języku, gdzie tyle gęstych znaków
nie składa się w żadne znane mi słowo, mogę odczytać
tylko twoje imię, albo to, co przyśniło mi się, że jest
twoim imieniem.

Miłość to znajomy motyw, ale skąd u Jarniewicza, zanurzonego tak w teraźniejszości i chwili obecnej, wspomniana już tematyka wojenna? W wywiadzie Anny Adamowicz, autor wytłumaczył się z tych wtrętów wojennych noszonym przez niego i całego jego pokolenia piętna II Wojny Światowej. Choć urodził się w 1958 r., osiemnaście lat po zakończeniu działań wojennych w Polsce, to jednak jego rodzice, dziadkowie i zdecydowana większość społeczeństwa pamiętała to, co wydarzyło się niecałe dwie dekady temu. Wychowywany wśród opowieści wojennych przesiąkł nimi i uznał za swoje (nie od dziś wiadomo, że nasza pamięć lubi płatać nam figle i przyswajać cudze wspomnienia). Jednak w przeciwieństwie do Grzegorza Kwiatkowskiego), Jarniewicz nie wyciąga trupów z grobów. Nie ma u niego miejsca na podkreślanie okrucieństwa masowych i indywidualnych egzekucji, wojna w Pustych nocach obecna jest bardziej duchem, niż ciałem. To bardziej romantyczny koncept, niż koszmar.

Widać to szczególnie w Defiladzie, utworze zestawiającym ze sobą twarde zasady wyjęte z części wojskowej Kodeksu Karnego (to zresztą nie jedyne odwołanie do przepisów prawa polskiego w tym tomie) z wersami zaczerpniętymi z obfitych zbiorów polskich pieśni wojennych. Życie żołnierza regulowane twardymi przepisami, miesza się z romantycznym wyobrażeniem wojenki.

Defilada

Żołnierz, który dopuszcza się czynnej napaści na przełożonego
(Nie mów o rozpaczy, bo to słabość duszy)

Żołnierz, który stosuje przemoc lub groźbę bezprawną
(Poszli nasi w bój bez broni)

Żołnierz, który znieważa przełożonego
(A w słońcu kołysze się stal)

Żołnierz, który poniża lub znieważa podwładnego
(Po cóż ta łza w oku, po cóż serca bicie)

Żołnierz, który uderza podwładnego
(Bijmy dobrze tych zuchwalców)

Żołnierz, który znęca się fizycznie lub psychicznie nad podwładnym
(Kogo ty pokochasz, w zimnym leży grobie)

Żołnierz, który samowolnie dysponuje bronią
(Suknia na nim nie blakuje)

Żołnierz, który samowolnie używa wojskowego statku powietrznego
(Trzy razy mu ognia dali)

Żołnierz, który wprawia się w stan nietrzeźwości lub odurzenia
(Dadzą mi manierkę z gorzałczyną)

Żołnierz, który odmawia pełnienia służby wojskowej
(Póki my żyjemy)

Najciekawszym zabiegiem zastosowanym przez autora w tym tomie jest rozpamiętywanie fikcyjnych zgonów wojennych, które pojawiły się na ekranie. Bo film polski, zupełnie jak pokolenie Jarniewicza skażony jest wojną i nic nie wskazuje na to, by kiedykolwiek się tego piętna pozbył.

Lista strat filmu polskiego

Janczar rzucił się z najwyższego piętra klatki schodowej – Boże, jak on leciał! – aż Niemcy chcieli popatrzeć

Wilhelmi poległ w walkach o Pomorze – ale poza kadrem – zostawił chłopcom krew, łzy i czołg,

Polę Raksę zgwałcili i przybili do ściany – radzieccy partyzanci przyszli za późno, śnieg zasypał im szlaki – nie lubię radzieckiej zimy,

Gołas zginął też w zimę – poszatkowany kulami, ale od naszych – wśród czarno-białych ikon,

Jasiukiewicz miał dowodzić, a padł szybko, podczas pierwszego ataku na pocztę, gdy płonęły pokancerowane znaczki,

Olbrychski w tym samym urzędzie znalazł się przypadkiem, dwadzieścia lat później, ale i tak rozstrzelali go – bo film kręcili Niemcy – po kapitulacji,

Strasburger wyrwał się oprawcom – dosięgły go kule na greckim wybrzeżu – morze pluskało na czerwono,

Englerta wykończyli Sowieci w długiej sekwencji, strzałem w tył głowy,

Filipski z oddziałem wpadł w zasadzkę wśród choinek, Niemcy robili mu potem zdjęcia, też w zimie,

Cybulski poniósł śmierć pod kołami pociągu na wrocławskim dworcu dokładnie tam, gdzie tablica, że zginął.

Do nowych wierszy Jarniewicz zaprosił gościa. Kogoś, kto idealnie pasuje do koncepcji „pustych nocy”, kogoś, kto przywozi ze sobą cały bagaż doświadczeń znanych z epoki romantyzmu: miłości, walki i śmierci. W wierszach tu i ówdzie wybrzmiewa, mniej lub bardziej zakamuflowany, Adam Mickiewicz, nasz skarb narodowy, uznany kiedyś za najważniejszego polskiego poetę.To niecodzienne połączenie, zdaniem autora, bierze się z ponownie z doświadczeń z lat dziecinnych. Tak samo, jak przesiąkł wojną, tak przesiąkł Mickiewiczem, którego z pamięci cytowała mu babcia.

Puste noce

Ćśś, ćśś, maleńka, noc taka pusta,
Kupię ci na wiatr jedwabną chustę,

A jeśli chustę wiatr zerwie z głowy,
Kupię ci sweter przeciwwiatrowy,

A jeśli spruje, porwie się sweter,
Kupię ci z dyni złotej karetę,

A jeśli koń za karetą się potknie,
Kupię ci gwiazdy w mroku za oknem,

A jeśli gwiazdy spadną strudzone,
Dam ci z ich pyłu srebrny pierścionek,

Jeśli pierścionek pokryje rdza,
Zostaną z nami krew, pot i łza.

Takie są właśnie Puste noce Jarniewicza. Wyprane z żałości, spazmatycznego płaczu i transowych śpiewów starszych pań. Niezwykle pojemne, zaskakujące i odświeżające. Trochę z dystansem, ale jednak trafiające w punkt.

Kiedyś czytałam, że powstają wirtualne cmentarze, na których można zapalić wirtualną świeczkę zmarłemu. Jarniewicz zamiast wirtualnego światełka (które nie świeci prawdziwym blaskiem) swoje puste noce wieńczy wznieceniem wiersza, który (popadając nieco w kicz) tli się płomieniem gorętszym od ognia.

Reklamy

2 thoughts on “Puste noce

Add yours

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Wspierane przez WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: